Nowy numer 32/2022 Archiwum

Niepasujące do siebie połówki jabłka

Gościem czuwania w wigilię wspomnienia św. Walentego była Emilia Lichtenberg-Kokoszka. Mówiła o znaczeniu i fazach randkowania, o drodze od zauroczenia do dojrzałej miłości.

Wieczorem w wigilię wspomnienia św. Walentego w parafii św. Józefa w Opolu-Szczepanowicach odprawiona została Msza św. za zakochanych, narzeczonych, małżonków, niezależnie od stażu małżeńskiego, jak również za wszystkich poszukujących miłości.

Po Eucharystii gościem spotkania była dr Emilia Lichtenberg-Kokoszka, pedagog, położna oraz wykładowca Uniwersytetu Opolskiego. Wygłosiła konferencję nt. "Po co randki i noc poślubna? Czego pragną kobiety i co szkodzi mężczyznom?".

- Wszyscy nas przekonują, że para to dwie idealnie pasujące do siebie połówki jabłka. A prawda jest taka, że para to dwie zupełnie niepasujące do siebie połówki. Jesteśmy dwoma niepasującymi do siebie połówkami jabłka, które mimo wszystko chcą być razem - mówiła Emilia Lichtenberg-Kokoszka.

Przekonywała, że nie jest łatwo spotkać piękne jabłko. Takie trafia się jedno na milion. Wiele jest jabłek tylko lśniących na zewnątrz i pustych w środku. Bardzo dużo jest jabłek poobijanych w przeszłości, są też robaczywe, zakonserwowane czy owinięte folią. W tym ostatnim przypadku zupełnie nie wiadomo, co jest w środku.

- Randki są potrzebne po to, by poznać kogoś takim, jakim jest. Dopiero, kiedy poznamy wady i słabości drugiej osoby możemy przejść od zauroczenia do pełnej, dojrzałej miłości. Dojrzała miłość jest wtedy, kiedy biorę drugą osobę taką, jaka jest - z zaletami i wadami. Akceptuję ją taką, jaką jest, ale też chcę, by ta osoba przy mnie rosła - podkreślała prelegentka.

- Znalezienie właściwej osoby jest jak trafienie z łuku w sam środek tarczy. Niewielu się to udaje, najczęściej pudłujemy. Trzeba dużo chodzić na randki z wieloma osobami, by nauczyć się trafiać w sam środek tarczy - mówiła. A następnie zarysowała pięć faz randkowania.

Zaczyna się od fazy atrakcyjności, której celem jest po prostu poczucie radości z tego, że jest się szczęśliwym w chwilach spędzanych z tą drugą osobą. - Samo zauroczenie nie wystarczy do tego, by powstał stały związek. Zakochanie, zauroczenie to strzał amora, to niezależne od nas. Natomiast budowanie relacji na samym zauroczeniu jest wielką pomyłką. Dopiero w wyniku naszej ciężkiej pracy musi powstać miłość - tłumaczyła Emilia Lichtenberg-Kokoszka.

Zachęcała też, by zwrócić większą uwagę na to, jak zrywamy z osobą, z którą do siebie nie pasujemy. - Musimy zakończyć związek w sposób pozytywny. Jeżeli źle skończymy związek, to druga osoba nie będzie miała odwagi wejść w nową relację - tłumaczyła.

Drugą fazą jest niepewność. Celem tej fazy jest podjęcie decyzji co do przyszłości związku, to znaczy podjęcie decyzji czy idziemy dalej, czy rezygnujemy.

Kolejna faza przynosi wyłączność, a jej celem jest upewnienie się, czy dokonaliśmy właściwego wyboru. Czwarta faza to intymność, ale nie chodzi w niej o nagość i seks, ale o intymność duchową, która pozwala być otwartym wobec drugiej osoby.

Prawdziwa miłość to dopiero piąta faza. To w tej fazie uczymy się przepraszania i przebaczania. To wtedy przychodzi czas na oświadczyny i na narzeczeństwo, które najkorzystniej powinno trwać od 5 do 8 miesięcy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama