Nowy numer 21/2022 Archiwum

Arystokratka ducha

77 lat temu kietrzański klasztor Franciszkanek Misjonarek Maryi stał się niemym świadkiem męczeńskiej śmierci matki M. Gabrielis von Ballestrem.

Front w okolice Kietrza dotarł z początkiem lutego 1945 roku. Za radą proboszcza ks. Emila Komarka przełożona domu zakonnego pw. Trzech Króli zasugerowała siostrom wyjazd. Mimo docierających wieści o zatrważającym okrucieństwie czerwonoarmistów wszystkie pozostały na miejscu. Z tego czasu zachowało się wspomnienie o matce Gabrielis (29 marca 1905 r. – 1 kwietnia 1945 r.), która z powodu wady słuchu nie dosłyszała słów przełożonej, dlatego podeszła do niej i zapytała: „Czy jest się męczennicą, gdy ofiaruje się swoje życie w obronie niewinności?”. Gdy otrzymała potwierdzenie, zdecydowanie odpowiedziała: „Zatem zostanę”.

Wielka Sobota

W Niedzielę Palmową 25 marca 1945 r. wojska radzieckie okrążyły i zbombardowały Kietrz. Walki trwały przez cały Wielki Tydzień. Dla sióstr misjonarek najbardziej dramatyczne chwile zaczęły się w Wielką Sobotę 31 marca, dwa dni po 40. urodzinach m. Gabrielis. Pierwsi żołnierze weszli w trakcie odprawianej po cichu w oratorium Mszy św. Pijany oficer z rewolwerem w ręku stanął przy kapelanie ks. Müllerze. Tylko fakt, że jeden z uczestników Eucharystii próbował uciec, odwrócił uwagę czerwonoarmisty. Wtedy kapelan podał siostrom kielich, by udzieliły sobie Komunii św. Kiedy do klasztoru weszli kolejni żołnierze, zabierali wszystko, co im się spodobało. Opróżniali piwnicę, bieliźniarnię i kuchnię.

Wieczorem zrobiło się spokojniej i siostry zabarykadowały się w refektarzu. Wkrótce żołnierze ponownie weszli do klasztoru. Próbowali wyważyć drzwi jadalni, mieli siekiery. W końcu weszli też od strony kuchni i przez okienko, przez które podawane są posiłki do refektarza, jeden z żołnierzy wymierzył w siostry z rewolweru. Wtedy franciszkanki ustąpiły, odblokowały drzwi. Napastnicy wtargnęli do środka. Uderzali w obejmujące się mocno siostry, próbując je rozłączyć. Któremuś z nich udało się zerwać krucyfiks z piersi jednej z zakonnic. Rzucił nim o ziemię, ale drugi go podniósł i zwrócił. Wtedy wyszli.

W trzech wrócili ponownie w nocy. Dwóch było kompletnie pijanych. Chcieli zdobyć jakąś siostrę dla siebie. Misjonarki znów trzymały się razem, próbując przetrwać ciosy. W końcu żołnierzom udało się oderwać s. Aloizę, młodą agregowaną. Matka Gabrielis odważnie wyszła z grupy, chwyciła żołnierza za rękę i odciągnęła współsiostrę.

Noc Paschalna

Matka Gabrielis najpierw otrzymała cios pięścią w głowę. Osunęła się na kolana. Po chwili rozległ się wystrzał – żołnierz strzelił jej w tył głowy. Padła na ziemię. Wtedy ten, który nie był pijany, wyprowadził mordercę. Siostry pozostały same. Ówczesna przełożona m. Antonius tak opisała tamte chwile: „Niewinna i heroiczna ofiara leży na ziemi, jej twarz jest śmiertelnie blada, oczy zamknięte. Krew płynie z małej rany na głowie i czerwieni poduszkę, którą jej podłożono. Jest nieprzytomna i ma charczący oddech”.

Sprowadzony ks. Komarek udzielił m. Gabrielis namaszczenia chorych i absolucji. Otoczona przez siostry, które odmawiały modlitwy za konających i Różaniec, zmarła. Działo się to w noc zmartwychwstania Pańskiego, ok. godz. 1.45. „M. Gabrielis leżała jak baranek złożony w ofierze na podłodze czerwonej od krwi. Stałyśmy spokojnie za nieruchomym ciałem naszej drogiej męczennicy. Żołnierze, którzy przychodzili, widząc m. Gabrielis, natychmiast się wycofywali. Jeden z nich zdjął hełm i ukląkł, kontemplując cichą ofiarę, łzy płynęły z jego oczu” – opisała m. Antonius.

Siostry, trwając przy zamordowanej, doczekały poranka wielkanocnego. Po Mszy św. w oratorium późnym popołudniem przeniosły ciało zmarłej przez ogród i pochowały na swoim polu. Pogrzeb odbywał się w gęstym dymie i przy trzasku ognia, bo płonęły trzy okoliczne gospodarstwa. Półtora roku później ciało męczennicy zostało przeniesione na cmentarz parafialny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama