Nowy numer 26/2022 Archiwum

Nagrobek dla Smokeya

Pies, który latał na spadochronie, a serce pękło mu z tęsknoty za oddziałem. I wiele innych niezwykłych historii zwierzaków – maskotek w Polskich Siłach Zbrojnych.

Furorę na świecie robi pies Patron, który stał się najsławniejszym saperem w ukraińskim wojsku. Z kolei najsłynniejszym zwierzęciem w historii polskich armii z pewnością był niedźwiedź Wojtek, który w 2. Korpusie Polskim pod wodzą gen. Andersa dosłużył się stopnia kaprala, ma wiele pomników, nakręcono o nim kilka filmów, powstały piosenki. Jednak zwierząt było o wiele więcej! Niedźwiadki, psy, koty, króliki, osiołki, kozioł, kaczki, indyk, małpki, nawet prosiaczek i baran (choć ten akurat się nie sprawdził jako maskotka lotników). O tych zwierzakach i ich opiekunach opowiada bardzo ciekawa wystawa, którą otwarto w CMJW podczas Nocy Muzeów (14 maja), a będzie można ją oglądać do końca wakacji.

Serce psa

Po co w ogóle zwierzęta w wojsku – nie licząc tych, które spełniają zadania pomocnicze? Głęboko wyjaśnia to notatka w kronice 317. Dywizjonu Myśliwskiego Wil. „Trudno sobie wyobrazić, jak ważną rzeczą w eskadrze jest maskotka. Od dawna wiedziałem, że maskotka to nie byle co, bo o ile bohaterstwo jest częścią tzw. szczęścia wojennego, to znowu uosobieniem tego szczęścia jest maskotka” – zanotował kronikarz. Między żołnierzami i zwierzętami powstawały niezwykle silne więzi. Jedną z najbardziej wzruszających jest historia Smokeya, psa znalezionego w ruinach zbombardowanego domu w Londynie i przygarniętego przez spadochroniarzy z kompanii sanitarnej. Tu warto zauważyć, że obecność zwierzaków w oddziałach wojskowych nie była w pełni legalna. „Cicha akceptacja i pobłażliwość przełożonych pozwalała na taką obecność” – czytamy na jednej z plansz. Smokey był nie tylko tolerowany. Tak pokochał swoich spadochroniarzy – a oni jego – że zrobili mu nawet spadochron. Dwa razy na nim latał! Niestety, kiedy kompania dostała rozkaz udziału w operacji Market Garden (bitwa o Arnhem), psa nie mogła zabrać ze sobą. Smokey tego nie przeżył – z tęsknoty pękło mu serce i zmarł w ramionach dr. Moździerza, który go znalazł i opiekował się nim. Psu urządzono pogrzeb z wojskowymi honorami. Grała orkiestra brygady. Postawiono mu nagrobek z napisem „Najdroższemu psu Smokeyowi” i porcelanowym portretem. Pamięć o wiernym i kochającym psie przetrwała – jeszcze w 1997 r. odbyła się przy jego nagrobku w Stamford School uroczystość rededykacji.

Sąd o kaczkę

Nie tylko do psów – co naturalne – przywiązywali się żołnierze. Jeden z oddziałów lotników „zaadoptował” kaczkę. Nadali jej imię Wilfred, ale okazało się, że była własnością policjanta. Sprawa trafiła na wokandę. Kiedy jednak powód dowiedział się, że polscy żołnierze zabrali kaczkę nie do jedzenia, ale na maskotkę, darował im winę. Sędzia wydał jednak wyrok skazujący naszych lotników na karę grzywny. I sam tę grzywnę zapłacił! Historie zwierzęcych pupilków w Polskich Siłach Zbrojnych pełne są takich anegdot świadczących o wielkim przywiązaniu i potrzebie wzajemnej obecności. Z wyjątkiem może historii nieszczęsnego barana, który wyrzucony z pokoju pilotów, bo pozostawiał po sobie zbyt wiele nieczystości, upił się glikolem na śmierć. Wcale nie tylko zabawowy sens tego widzimy teraz, obserwując nagrania czy zdjęcia z Ukrainy. Między żołnierzami są koty, są psy, a uchodźcy w niewielkim bagażu często mają miejsce na swoje zwierzątko. To nie jest nowa historia. Centralne Muzeum Jeńców Wojennych. „Zwierzęta maskotki w Polskich Siłach Zbrojnych w latach 1918–1945” ze zbiorów Muzeum Wojska w Białymstoku oraz Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego z Londynu (zdjęcia po raz pierwszy pokazywane w Polsce).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama