Nowy numer 26/2022 Archiwum

Wieża Babel

Przed tygodniem i do mnie dotarła wiadomość, że przy wejściu na cmentarz Obrońców Lwowa usunięto skrzynie skrywające kamienne posągi lwów strzegących Pomnika Chwały.

Wiadomość zaskoczyła mnie. Tu muszę wyjaśnić, że na tym wojennym cmentarzu spoczywają mój dziadek Antoni i stryj Tadeusz. Za Polskę, w różnych okolicznościach, zginęli jeszcze stryjowie Marian, Adam i Kazimierz. Ale wracam do Lwowa. Gdy dotarło do mnie, że lwy znów mogą patrzyć na świat wokół cmentarza, zadzwoniłem… No, nie do lwów, ale do Lwowa, do zarządu cmentarza, by się upewnić i wyrazić swoją radość. I jeszcze telefon do polskiej fundacji sprawującej pieczę nad owym wojskowym cmentarzem. A moja rodzina…

Cóż, dziadek Antoni mówił po polsku, ale jego ojciec Vacláv tylko po czesku i „austriacku”. Przecież w jego czasach władztwo cesarza Franciszka Józefa, Habsburga, rozciągało się i nad Czechami, i nad Galicją. Wiele by opowiadać. Lwowski duch wyrastający na podłożu tej przedziwnej ludzkiej mieszaniny w rodzinie Horaków spolonizował się całkiem. Gdy w roku 1939 sowieckie wojska zajęły Lwów, moja ciocia Fulla siadła przy fortepianie i grała bez tchu polski hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”. Ale Polskę nam zabrali. Tę ze Lwowem. Ale i tę z Warszawą i Krakowem ustanawiając PRL, a ja jako niemowlę z Polski wywieziony zostałem do… Polski. Mam stosowny kwit repatriacyjny. Ja i parę milionów innych mieszkańców tamtych ziem. Nie, nie chcę budzić żadnych resentymentów, temat mam ważniejszy, głębszy i – nazwijmy to – przyszłościowy.

A więc tato był ze Lwowa, gdzie i ja przyszedłem na świat, w klinice na Piekarskiej, parę kroków od Cmentarza Łyczakowskiego. Przypominam, że Lwów był stolicą trzech arcybiskupów: polskiego, ruskiego (nie mylić z rosyjskim!) i ormiańskiego. I trzech języków, w których moi rodzice, nauczyciele mieli prawo nauczania w języku polskim, niemieckim i ruskim (mam ich dyplomy). No i nie wolno zapomnieć, że żyła tam liczna społeczność żydowska. Wieża Babel?

Nie. Mimo różnic, i to wielorakich, mimo animozji, czasem walk (z czego wyrósł przecież cmentarz Obrońców Lwowa), każdy mógł tam mieszkać, czując się u siebie. Nie ważne czy mówił, że to Lwów, czy Lemberg albo też L’viv. Ja tego Lwowa nie zdążyłem poznać. Ale widziałem zachowanie moich rodziców już na Śląsku. Trafiliśmy, tam zresztą gdzie babcia, w rejon, gdzie pozostało bardzo wielu dawnych mieszkańców Śląska, którzy posługiwali się zarówno językiem niemieckim jak i polskim – w gwarze, rzecz jasna, śląskiej. Moi rodzice byli, jak wspomniałem, nauczycielami. Mówili po polsku, ale nie strofowali Ślązaków posługujących się gwarą, czy takim łamanym śląsko-niemiecko-polskim żargonem. Pod tym względem przenieśli na Śląsk to, z czym zżyli się na Wschodzie. Owszem, nie brakowało nauczycieli, urzędników, zawziętych patriotów, którzy tępili tak niemczyznę, jak i gwarę. Bo Wieża Babel to nie budowla, to wewnętrzna ciasnota człowieka, który chciałby wszystkim wokoło narzucić swój punkt widzenia, swój język porozumiewania się, swój sposób reagowania na ludzkie sprawy, tradycje i obyczaje.

Naszą refleksję trzeba przekierować w jeszcze inną stronę. Otóż jedną z bardziej zapalnych sfer ludzkiego życia była i jest wiara. Była – bo może wojny religijne to już tylko przeszłość. Ale wobec budzenia się złych duchów ciasnoty, wrogości, szowinizmu można się obawiać, że ta przeszłość ciągle odżywa. Patrząc na wojny religijne w przeszłości i na dzisiaj krzewiącą się nienawiść, można się obawiać przeniesienia atmosfery Wieży Babel także na płaszczyznę wiary. Bywa to ukierunkowane dwojako. Z jednej strony ludzie deklarujący się jako wierzący, zbyt łatwo usiłują niewierzącym narzucać swój punkt widzenia. Nie jest to dzisiaj przemoc fizyczna, ale są przecież różne poziomy walki. Z drugiej strony znajdują się ludzie nie uznający wartości religijnych, stawiający na ich miejscu wartości inne lub nawet antywartości. I to dzieje się także w Polsce, a obserwacja poczynań niektórych osób i środowisk budzi obawy i lęk, co z tego wyniknąć może.

Dlatego ucieszyłem się, że kamienne lwy znowu patrzą od bramy cmentarza na Lwów i na ludzi, którzy tam dzisiaj mieszkają. Jakiś element Wieży Babel zniknął, a za fizycznym usunięciem owych skrzyń kryje się przecież czyjaś decyzja. Ale też postawa Polaków w czasie trwającej w Ukrainie wojny jest tu nie bez znaczenia. Znając historię naszych narodów, wiem, że jest w niej wiele trudnych momentów. Trudnych dla obu stron. Skoro coś zaczęło się kruszyć w tych sprawach – to dobrze. Wieża Babel nie należy do tradycji ani arsenału chrześcijańskiego, więcej – ona nie należy nawet do ludzkiego skarbca wartości. Każdy wyłom w niej jest potrzebnym krokiem – choćby miał wymiar tylko symboliczny.

* * *

Powyższa garść wspomnień i refleksji jest niepełna i skrótowa. Niektóre wątki dziejów Galicji i Śląska doczekały się gruntowniejszych opracowań, inne jeszcze czekają. Oby tylko służyły wzajemnemu zrozumieniu ludzi, a nie podsycaniu nienawiści. Trzeba przypomnieć, że cmentarz Obrońców Lwowa został totalnie zniszczony przez władze sowieckie. Odbudowany, otwarty został 17 lat temu, 24 czerwca 2005 r.

Mer Lwowa tak komentował odsłonięcie lwów: „W historii między Ukraińcami a Polakami było wiele kart. Groby naszych przodków po obu stronach granicy były świadkami konfliktów i wzajemnych krzywd. I choć są to stare przypadki, często stawały na przeszkodzie wzajemnemu porozumieniu… Wspólny wróg Polski i Ukrainy skutecznie wykorzystał te karty historii. Obecna wojna pokazała, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama