Nowy numer 32/2022 Archiwum

Dobroć, którą spotykam

Siostra Pia nie znała słowa „ojciec”. Kłóciła się z Bogiem, bo chciała mieć męża i dzieci, a nie wstępować do zakonu.

Z pisaniem o siostrze Pii mam problem. – Ciągle bym coś tworzyła, stale mam jakieś nowe pomysły – mówi. No właśnie. O czym pisać? O tym, że ma jedenastu synów (prawnych, ale bliskich sercu), czy o tym, że wychowała się bez taty i nie znała słowa „ojciec”? O tym, jak razem z „chłopakami” z Domu św. Karola w Kędzierzynie-Koźlu kibicuje siatkarzom ZAKSY, czy o pomocy uchodźcom z Ukrainy? A może o buncie wobec Boga, kiedy słyszała głos powołania do zakonu, lub o kapitanie Bulmie, który jej nie opuszcza?

Jezus Maria! Zakonnica?

Siostra Pia wspomina pierwsze tygodnie i miesiące w Kędzierzynie-Koźlu (5 lat minęło). – Zaczęłam wychodzić z psem i biegać z nim po parku – mówi. Ten pies to właśnie kapitan Bulma – golden retriever, pies terapeutyczny. Najłagodniejsze stworzenie, jakie można spotkać nad Odrą w jej górnym biegu. – Ludzie, widząc mnie biegającą z psem, za głowy się łapali: „Jezus Maria! Zakonnica?!”. Naprawdę zakonnica? Odpowiadałam, że tak, że jestem siostrą zakonną, pozdrawiam serdecznie – i biegłam dalej. Teraz się przyzwyczaili, bo jestem z psem wszędzie. W parku w Koźlu, nad Dębową czy w Rogach albo Kobylicach. Przemieszczam się bardzo. Jak ludzie mnie widzą w zwykłych czynnościach, no to jest świadectwo, że siostra to nie jest ta zamknięta w domu, w którym pracuje. Spotykam po drodze ludzi, którzy mają z Kościołem na bakier. Mówią „dzień dobry”, ja ich szanuję i też mówię „dzień dobry”. Czasem mają potrzebę zapytać o coś, to przychodzą i pytają – mówi siostra. Zdarzają się w czasie tych spacerów i biegów rozmowy z ludźmi, którzy deklarują się jako ateiści. – Jeden pan trochę na mnie naskoczył. Ale przyznał, że jest jakieś dobro, które nas otacza. Właśnie! Odpowiedziałam mu, że dobroć, która jest i którą spotykam, dla mnie jest darem od Boga. A on inaczej to dobro nazywa. Poprosiłam, żeby szanował to, że ja wierzę w Chrystusa, którego w swoim życiu spotkałam, tak jak ja szanuję jego przekonania – opowiada elżbietanka.

Pustka, której nie da się wypełnić

Siostra Pia (Renata) Saska pochodzi z Głuchołaz. Jest najmłodszą z pięciorga rodzeństwa. Najstarszy brat Marian jest księdzem i obecnie proboszczem w Zdzieszowicach. – Nasz dom był biedny, ale zawsze otwarty – mówi siostra. Wspomina brata, który zmarł nagle w grudniu ubiegłego roku z powodu powikłań po covidzie. Urodziła się po śmierci ojca i mówi, że to naznaczyło ją na całe życie. – Była we mnie bardzo duża pustka, bo wychowywałam się bez taty. I ta pustka jest. Nie da się jej niczym wypełnić. Dopiero w tamtym roku, podczas rekolekcji indywidualnych u benedyktynów w Biskupowie, przełamałam swój stosunek do słowa „ojciec”. Dotąd nie używałam tego słowa, nie było z nim więzi ani relacji – nie wypowiedziałam go nigdy wcześniej, nawet wobec Boga. Doświadczyłam, że słowo „ojciec” ma w sobie tyle czułości, bezpieczeństwa i wsparcia, którego wcześniej nie miałam. Teraz mogę stanąć przed Nim i powiedzieć: przychodzę do Ciebie jak córka do swojego Taty – opowiada.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama