Nowy numer 32/2022 Archiwum

Stary klasztor inaczej służy

Księża od wieków inicjują wiele dobrych dzieł, także tych w obszarze szeroko rozumianego dziedzictwa kulturowego.

Łącznik – wieś z historią, z kościołem i klasztorem… Od roku 1871 trudziły się tu nyskie elżbietanki, opiekunki ludu. Teraz ich nie ma, bo sióstr coraz mniej. Gdy pytać o stary klasztor, każdy drogę wskaże. Klasztor? Zameczek? Rezydencja? Wszystko urządzone, zadbane, jakiś szczególny tu klimat, nawet z tą sztuczną wroną w trawie.

Przed kilkunastu laty, gdy elżbietanek już tu nie było, dobrali się włamywacze i poniszczyli, co się dało. Proboszcz – nietuzinkowy człowiek – zeźlił się srodze, co mu na chwałę się liczy. Na dawnym wyrosło nowe. Pałacyk został odnowiony. Zamysłem ks. Manfreda Słabonia było stworzenie tu biblioteki, może i muzeum, na pewno zaś ośrodka, który by kulturę uosabiał, krzewił, wspomagał. Stary klasztor, choć inaczej, dalej służy. Cieszy medal przyznany ks. Słaboniowi za działalność wśród poetów. Wchodzisz, wita cię wnętrze, jakiego byś się nie spodziewał. Barokowe kartusze, płaskorzeźby, obrazy, żyrandole. I regały zastawione szeregami wszelakich a ozdobnych i pełnych treści encyklopedii.

Powie ktoś, że w Google’u można znaleźć więcej. Nonsens. Więcej w sensie wiadomości i plotek, ale nie w rozumieniu historycznego rozwoju wiedzy. Także w sensie piękna podania tej wiedzy na wspaniałej tacy wydawniczego kunsztu. Opiekunowie biblioteki mają swoich ludzi na giełdach staroci tak w Polsce, jak i za granicą. Dzisiejszy świat starociami gardzi. Dobrze, że są tacy, którzy je gromadzą, pielęgnują. W piątek 17 czerwca miało miejsce oficjalne otwarcie ośrodka Robertus. Było to zarazem spotkanie ludzi kultury różnych jej nurtów. Łączy ich pasja twórcza i poznawcza. Nie ta z estrad i oficjalnych katedr. Nie ta, z której można urządzić sobie życie. Oni najczęściej do „interesu” dokładają. Najwięcej było poetów z różnych opolskich klubów pisarskich. Byli obecni przedstawiciele władz samorządowych i państwowych.

Uroczystość zapoczątkowała Msza św. w oprawie nietypowa, nieomalże wieczernikowa. Uczestnicy siedzieli wokół długiego stołu zastawionego ciastami i napojami. Ołtarzem był parapet przed obrazem bł. Marii Merkert – założycielki zakonu elżbietanek. I co, znowu „klechy” do wszystkiego się wtykają? Nie, to nie tak. „Klechy” inicjują – i to od wieków – wiele dobrych dzieł, także tych w obszarze szeroko rozumianej kultury. I oby takich nigdy nie brakło. A do Łącznika (między Opolem a Prudnikiem, niedaleko Mosznej) warto zaglądnąć. Na koniec słowo podziękowania wszystkim, którzy swoim wysiłkiem, ale i pieniądzem umożliwili powstanie tego dzieła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama