Nowy numer 40/2022 Archiwum

Puzzle do poskładania

Czy z Kosowa nie jest zbyt blisko do Polski? Bliżej niż się zdaje. Tym bardziej, że na naszym kontynencie wojna już trwa.

DZIWNE SKOJARZENIA

Rozmawialiśmy
o wojnie
wiszącej nad światem

trzeba by się ożenić
ale nie ma z kim
- powiedziała
trzynastoletnia
Iwonka

czy jest schron
lepszy
od miłości?

Co to za skojarzenia? Otóż tydzień temu przywołałem postać bł. ks. Alfonsa Trackiego. Urodził się na terenie dzisiejszej diecezji opolskiej. Wyświęcony w Wiedniu „został skierowany do pracy misyjnej w północnej Albanii z uwagi na znajomość miejscowych języków i zwyczajów”. Bałkański kocioł wrzał ciągle. Północna Albania to tutaj nieprecyzyjne określenie części Albanii, Macedonii, Czarnogóry, Serbii, Kosowa, Bośni i Hercegowiny. Historia złożona, splątana etnicznie, historycznie, politycznie, religijnie, kulturowo. Region raczej biedny i wciąż z wojennymi bliznami. Ludność wyrosła w kręgu plemiennych walk oraz krwawych wojen. Była wciągana przez silniejsze państwa, stając się ofiarą nie własnych potrzeb, ale obcych interesów. Wieki wojen, tysiące ofiar tak wśród wojowników i polityków, jak i pośród zwykłej ludności. Zwykłej… Ale niezwykle walecznej, a często i okrutnej.

Pod koniec czerwca roku 1914 miał miejsce w Sarajewie zamach na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga. Kilka dni później, już w lipcu, Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii. Ów zamach i towarzyszące mu wydarzenia uznawane są za początek pierwszej wojny światowej. Tyle, że był to początek lawiny. Gdy okresowo nastawał pokój, zawsze był powierzchowny. Po raz któryś walki na Bałkanach rozgorzały wiosną roku 1999.

Ustawieni byliśmy w zakrystii do rozpoczęcia Mszy św. Przygasła rozmowa na temat wojny w Kosowie na Bałkanach. W porannej ciszy rozległ się głos trzynastoletniej ministrantki. Właściwie krótkim zdaniem spuentowała rozmowę, zmieniając zgoła jej tok: „trzeba by się ożenić, ale nie ma z kim”… Widać, że temat siedział w głowach dzieci. Poszliśmy do ołtarza, a w mej głowie został jakiś zamęt. Później zapisałem w formie takiego niby wiersza w swoim kajeciku to, co przytoczyłem na początku.

Kilka dni temu na styku Serbii i Kosowa, w centrum tego bałkańskiego kotła znowu się zagotowało. O paszporty poszło, jakieś strzały ponoć były i ponoć w powietrze. Ucichło? Może nic z tego nie będzie, daj Bóg. I tu czas na drugi wiersz z 28 kwietnia 1999 roku:

OBAWA

było Sarajewo
było Verdun

było Westerplatte
był Stalingrad

czy z Kosowa
nie jest
zbyt blisko
do Polski?

Czy z Kosowa nie jest zbyt blisko do Polski? Bliżej niż się zdaje. Tym bardziej, że na naszym kontynencie wojna już trwa. Komu w niej potrzebne Kosowo i ościenne krainy? Sądzę że same w sobie niepotrzebne. Żeby to jeszcze miały ze dwie kopalnie uranu albo bogate złoża litu, ale nie mają. Ale można w tym kotle namieszać. A jak kocioł nad ogniem, to się może skończyć wrzeniem, zawartość wykipi i się rozleje. Zwykle szeroko, jak w 1914. A Władimir Władimirowicz na każdy taki „kipiatok” tylko czeka. Im więcej ognisk zamętu, im ostrzejsze – choćby tylko lokalne – zarzewia destabilizacji, to jest ktoś, komu taka kipiąca woda na jego młyn potrzebna. Zaciera więc ręce.

Ktoś jeden? Nie. Nie byłoby tego „jednego”, gdyby nie było milionów, których ludzkie myślenie, ludzkie wartościowanie, ludzkie odruchy, ludzkie uczucia zostały dawno już wywrócone do góry nogami. Bo to nieprawda, że jeden ludobójca jest w stanie odmienić morale milionów. On wyrasta spomiędzy milionów ludzi, którzy ludzkiego morale dawno nie mają, lub mają je tylko szczątkowo. Każdy zamęt – polityczny, gospodarczy, finansowy, etniczny, religijny jest takiemu potrzebny. Jest podłożem, na którym zło krzewi się obficie i trwałe zapuszcza korzenie. Dlatego ważne jest jacy jesteśmy – my, zwykli, i zwykle porządni ludzie. Ale ani maratonu, ani biegu na setkę nie wygrywają zwykli i porządni. Muszą być dobrze wytrenowani i znający psychologię podejmowanej walki. Nie o sportowej myślę, a o wielkiej, moralnej, humanitarnej, Bożej wreszcie walce myślę.

W minionym, XX wieku, dwie takie straszne wojny przetoczyły się przez świat. Wygrane czy przegrane? Właściwie skończyły się pustką. Bo nie było ani w latach dwudziestych, ani czterdziestych takiej siły, która mogłaby powiedzieć: zwyciężyłem! Gdzie nie ma zwycięzcy, wszyscy są przegrani. Jak będzie tym razem? Bo bez wątpienia wojna już trwa. Nie na rakiety, czołgi i drony, a na wartości ludzkie i nieludzkie.

Na koniec trzeci wiersz, zapisany w moim kajeciku pod tą samą datą:

PUZZLE

jeśli nie możesz
ułożyć puzzli
musisz rozsypać
układankę

może
Pan Bóg musi
rozsypać nasz świat
żeby
dał się poskładać
na nowo

Wiem, trochę smutna i na pewno gorzka ta refleksja. Ale w istocie wyrasta ona z fundamentalnej nadziei, że mimo wszystko jest Ktoś, kto ten nasz świat jest w stanie poskładać na nowo.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy