Nowy numer 39/2022 Archiwum

Nietrafiony prezent skarbem Raciborza

Po 160 latach od przywiezienia z dalekich wojaży można zobaczyć, jak wyglądała „za życia” licząca ponad 2800 lat egipska mumia.

Nie trzeba jechać do Egiptu, aby zobaczyć to, z czego najbardziej słynie ten kraj. Najbliższą piramidę, dziewięciometrowej wysokości unikatowy grobowiec zbudowany w 1780 roku dla rodziny von Eben, można znaleźć w miejscowości Rożnów, 12 km od Kluczborka. Z kolei aby zobaczyć autentyczną mumię, wystarczy wybrać się do Muzeum w Raciborzu. Warto, ponieważ kilka miesięcy temu, prócz renowacji zewnętrznego sarkofagu, naukowcy odtworzyli wygląd Egipcjanki Dżed-Amonet-Ius-Anch.

Losy raciborskiej Tebanki

Jedną z osób w Raciborzu, które o mumii i jej pochodzeniu wiedzą sporo, jest dr Dariusz Chojecki z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu, dawny pracownik raciborskiego muzeum. Poświęcił jej swoją pracę magisterską i był inicjatorem pierwszych badań radiologicznych przeprowadzonych na tym obiekcie jeszcze w raciborskim szpitalu w 2000 roku. – Wiadomo, że żyła ok. 2800 lat temu, pochodziła z Tebów, była córką jednego z kapłanów, człowieka zamożnego. Jej imię: Dżed-Amonet-Ius-Anch oznacza dosłownie: „mówi Amonet, ona żyje”. Raczej nie pracowała ciężko, wyszła za mąż w wieku kilkunastu lat, dwukrotnie rodziła, a zmarła w wieku ok. 20 lat. Zabalsamował ją i pochował w rodzinnym grobowcu jej własny ojciec – jego imię widnieje na sarkofagu. Także sposób, w jaki została zabalsamowana (określany jako pochówek pierwszej klasy), świadczy o jej wysokim statusie społecznym – opowiada dr Chojecki. Opisuje, jak wyglądał ów proces. – Po śmierci z ciała wyjęto wnętrzności przez nacięcie na boku, a przez otwór w kości nosowej mózg, obmyto je prawdopodobnie w winie palmowym, zawinięto i ponownie włożono do środka. Ciało osuszono, stosując natryt, minerał mający właściwości higroskopijne. Kończyny i korpus owinięto bandażami i nasączono żywicą. Następnie całość owinięto w kolejne warstwy bandaży i wkładając między nie amulety, umieszczono w wykonanym z płócien i gipsu, bogato zdobionym ikonograficznie kartonażu, a ten z kolei w dwóch drewnianych sarkofagach. Na każdym z nich wymodelowany jest wizerunek głowy z naszyjnikiem oraz pasem inskrypcji, tzw. formułą ofiarną. Sarkofag przez niemal trzy tysiąclecia przetrwał w egipskim grobowcu. Do Raciborza trafił w połowie XIX w. – opowiada naukowiec.

Mumia na pokaz

Był to czas, gdy w Europie panowała specyficzna „mumiomania”. Na przełomie wieków XVIII i XIX po wyprawie zbrojnej Napoleona Bonaparte do Egiptu podążyli w to miejsce naukowcy, podróżnicy i turyści. Wielu jako egzotyczne pamiątki przywoziło do ojczyzny wydobywane z piramid mumie. Miasta, stawiając sobie za punkt honoru posiadanie takiego trofeum, organizowały zbiórki, by kupić choćby jej fragment – rękę, głowę lub nogę. Co więcej, mumię traktowano jako surowiec leczniczy, tańsze źródło leczniczego balsamu ziemnego (tzw. asfaltu), żywic, którym były wysycone bandaże i spreparowane ciało. Taki sproszkowany „specyfik” miał być panaceum na wiele schorzeń. Atrakcję stanowiło także odwijanie mumii, które przybierało charakter publicznego pokazu. Zapraszano na niego licznych gości. W wyniku tego swoisty popyt na mumie był tak duży, że zaczęto je na masową skalę podrabiać i sprzedawać. Mumię, oryginalną, sprzed ok. 2800 lat wraz z sarkofagiem kupił za kilka tysięcy guldenów baron Anzelm von Rothschild z Wiednia podczas swojej podróży po Egipcie. Podobno miał to być prezent ślubny dla jego narzeczonej, jednak podarunek nie spodobał się wybrance. Może był cenny i egzotyczny, jednak nawet i dziś chyba mało która panna byłaby szczęśliwa, otrzymawszy zasuszone zwłoki kobiety sprzed 3 tys. lat. Kiedy więc ukochana barona postawiła ultimatum: ona albo mumia, wybrał tę młodszą i żywą. O cenny eksponat wzbogaciło się natomiast Gimnazjum Królewsko-Ewangelickie w Raciborzu. Rzecz jasna, wcześniej mumia została rozbandażowana w jednym z pałaców arystokraty w Szylerzowicach.

W szkolnych zbiorach

Dlaczego baron wybrał raciborskie gimnazjum? Miał swoje dobra w okolicach Chałupek i Grzegorzowic, poza tym szkoła ta była jedną z kilku takich na Górnym Śląsku i bodajże pierwszą ewangelicką, a w gronie jej absolwentów znajdowało się wiele wybitnych postaci. – Nauczyciele stworzyli wiele imponujących zbiorów z różnych dziedzin, które służyły jako pomoce dydaktyczne. Były to kolekcje eksponatów z historii naturalnej, numizmatyki, sztuki i starożytności, rysunków, geografii, muzyki, które później stały się zaczątkiem muzeum w Raciborzu – opowiada dr D. Chojecki. – Mumia, przekazana prawdopodobnie w 1860 roku, to rzeczywiście królewski dar. Była cała, wraz z kartonażem i dwoma sarkofagami. Do dziś stanowi najkompletniejszy taki zestaw w Polsce. Pierwszego jej opisu dokonał gimnazjalny nauczyciel religii, Wilhelm König. On też prawdopodobnie sprawił, że sarkofagi z zawartością zostały zbadane przez najlepszego ówczesnego niemieckiego egiptologa Karla Richarda Lepsiusa. „Mumia ma długość 5 stóp i pół cala i za życia była kobietą. Jej ramiona są wyciągnięte po obu stronach ciała, tak że ręce spoczywają na udach” – publikował w szkolnym wydawnictwie W. König. Dalszy, niezwykle plastyczny i szczegółowy opis mumii pominiemy, bo jak dalej zauważa autor: „Wygląd wcale nie jest piękny i mógłby dla niejednej żywej i wrażliwej wyobraźni być niewygodny. Wypełniona jest żywicami i asfaltem, a także wszędzie nimi pokryta”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy