Nowy numer 48/2022 Archiwum

Pogo na granicy

Jakub Sieczko mówił o pracy w pogotowiu ratunkowym i akcji pomocy na pograniczu polsko-białoruskim.

Spotkanie z autorem „Pogo” – reportażu o pracy lekarzy i ratowników warszawskiego pogotowia ratunkowego – przebiegło w niezwykle intensywnej atmosferze. Wśród publiczności było wielu medyków, którzy poruszająco dziękowali autorowi za książkę, w której odnaleźli własne najgłębsze i najtrudniejsze przeżycia. Jakub Sieczko – specjalista anestezjologii i intensywnej terapii oraz socjolog – był koordynatorem grupy „Medycy na granicy”, która jesienią 2021 r. udzielała pomocy imigrantom i uchodźcom na pograniczu polsko-białoruskim.

Zastrzegł, że o tym książki nie napisze i nie chce już rozmawiać publicznie. – Wszystko na ten temat powiedziałem, udzielałem dziesiątków wywiadów w telewizjach, radiostacjach i na portalach. I nic to nie dało – mówił. Ostatecznie uległ prowadzącej spotkanie Dominice Gorgosz i trochę opowiedział o swoim doświadczeniu. – Często te osoby, różnie nazywane: imigrantami, uchodźcami, potrzebowały pomocy medycznej, ale tej pomocy nie otrzymywały. Dużo ludzi zamarzło na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, w polskich lasach. Nasza idea była taka, że my się na to nie godzimy. Ludzie tam umierali. To się działo i dzieje. Kryzys na granicy polsko-białoruskiej trwa, tylko mniej się o tym mówi w mediach. Myślę, że bardzo wielu widzów Telewizji Polskiej nie ma pojęcia o tym, co się dzieje na tej granicy. Przez polskie służby byliśmy traktowani w najlepszym przypadku neutralnie, w gorszym – wrogo, np. przeszukiwano nam karetkę przez dwie godziny. A my naprawdę nie mieliśmy innych celów, niż ocenić medycznie stan i ewentualnie przewieźć do szpitala osobę, która tego wymaga. Niestety, okazało się – i to jest najgorsze doświadczenie – że nie ma w Polsce zgody co do tego, że każdemu człowiekowi, który cierpi, należy się pomoc. No i ludzie umierali. Polskie państwo ma kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt osób na swoim sumieniu. Uważam, że to jest hańba, której się nie pozbędziemy przez dziesięciolecia – mówił. Akurat w dzień spotkania Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku orzekł, że rozporządzenie umożliwiające zawracanie cudzoziemców do granicy, czyli tzw. pushback, jest nielegalne – narusza m.in. Konstytucję RP i konwencję genewską ws. statusu uchodźców. Jak J. Sieczko radził sobie z narracją telewizji publicznej, że pomagający uchodźcom w lasach Podlasia są „pożytecznymi idiotami” Putina? – Nie radziłem sobie. A najbardziej z tym, co się wydarzyło w nocy z 14 na 15 listopada ub.r. kiedy zniszczono nasze samochody maczetami. Potem oglądałem się za sobą na ulicy i myślałem, że będę następny. Nie będę udawał niewzruszonego. Po raz pierwszy poczułem, że moje życie i życie mojej rodziny może być zagrożone w moim kraju – mówił autor.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy