Nowy numer 48/2022 Archiwum

Przystań św. Benedykta

Dawny klasztor sióstr służebniczek ma nowych mieszkańców.

Budynek w Długomiłowicach, przekazany kilka lat temu opolskiej Caritas, został wyremontowany i przygotowany na przyjęcie uchodźców z Ukrainy. Pierwszych przywitano w czwartek 22 września.

Dar sużebniczek

W 1912 r. na prośbę ks. Eberharda Wicka, ówczesnego proboszcza parafii pw. św. Marii Magdaleny, Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej posłało do Długomiłowic trzy siostry. Przybyły one 25 marca i przez następne lata opiekowały się chorymi, kierowały przedszkolem, uczyły dzieci i dziewczęta robót ręcznych, ozdabiały ołtarze, prały bieliznę kościelną.

Pod koniec wojny ich dom został całkowicie zniszczony. Odbudowy nie dokończono, bo w latach 50. ubiegłego wieku zakazano im dalszej budowy, a w 1954 r. wysiedlono. Wróciły dwa lata później i prowadziły działalność do 1972 r., gdy placówkę zlikwidowano. Po sześciu latach przywrócono im na własność dom przy ul. Sukowskiej 2. Ostatecznie opuściły Długomiłowice w 2008 r. Odtąd budynek ten był nieużywany przez kilka lat, do chwili, gdy do Polski mieli przybyć uchodźcy z objętej wojną Syrii. – Wtedy, na prośbę biskupa opolskiego, siostry przekazały dom o wartości ok. 430 tys. zł nieodpłatnie opolskiej Caritas, z przeznaczeniem na mieszkanie dla uchodźców. Jednak wówczas dotarły do nas pojedyncze osoby i budynek stał dalej pusty. Rok temu zapadła decyzja o jego sprzedaży, jednak mimo kilku zainteresowanych i stopniowym obniżaniu ceny nie dochodziło to do skutku – tłumaczy ks. Arnold Drechsler, dyrektor opolskiej Caritas. – Wreszcie w styczniu był już zdecydowany kupiec, ale kiedy transakcja była prawie sfinalizowana, ogarnęły mnie wątpliwości, nawet we śnie nasuwało mi się, że nie powinniśmy się tego domu pozbywać, że nie jest to zgodne z jego celem, a wkrótce może on być potrzebny. Odstąpiliśmy od umowy, a trzy tygodnie później rozpoczęła się agresja Rosji na Ukrainę i do Polski ruszyła fala uchodźców. Wtedy wiedziałem już co robić – opowiada.

Bezpieczny kąt

Od marca rozpoczął się remont: wymiana poszycia dachu, instalacji elektrycznych i ogrzewania przy wsparciu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Są nowe podłogi, sanitariaty, kuchnia, ściany odmalowano – całość kosztowała prawie 100 tys. euro, z czego 30 tys. euro podarowała niemiecka fundacja Renovabis. Cele sióstr przerobiono na 10 pokojów 1–3-osobowych, jest pięć łazienek, wspólna kuchnia i pralnia. Część prac wykonał nasz pracownik i po kosztach miejscowe firmy, a mieszkanki Długomiłowic i Sukowic wysprzątały pokoje przed przyjazdem gości. W planie jest jeszcze wykonanie parkingu i altany. – Dom otrzyma nazwę „Przystań św. Benedykta”, bo to patron Europy, a Ukraina jest i chce być w niej. Spośród uchodźców, którzy się zgłosili, wybieramy tych, którym najtrudniej sobie poradzić z uwagi na wiek, stan zdrowia, niepełnosprawność czy liczebność – wymienia dyrektor Caritas. – A gdy dom nie będzie już potrzebny im, może służyć mieszkańcom w sytuacjach losowych – dodaje.

W czwartek dotarły dwie pierwsze trzypokoleniowe rodziny, kolejne będą sukcesywnie przybywać. Olga, jej córka Marina i 8-letnia wnuczka Waleria pochodzą zza Odessy. Dotąd mieszkały w Strzelcach Opolskich, ale brakło dla nich pracy i nie stać ich na czynsz. Natalia i Tatiana z 14-letnim synem Kiryłem przybyli z Doniecka. Ich dom został zbombardowany i nie mają na razie do czego wracać. Oni sami z trafili najpierw do Wrocławia, potem do Opola. Pani Natalia, z wykształcenia metalurg, podkreśla, że zawsze była optymistką, więc i teraz jest przekonana, że będzie dobrze. I zaprasza już na pyszne pierogi i gołąbki. – Cieszę się, że ten budynek znów będzie żył, że w dawnym klasztorze swoją przystań znajdą matki z dziećmi, które uciekły przed wojną z Ukrainy, a w przyszłości inni potrzebujący. W naszej gminie jest już spora grupa uchodźców, część dzieci chodzi do naszych szkół, wolontariusze z sołectwa są aktywni, więc myślę że nie będzie problemu z adaptacją, dostępem do szkoły czy komunikacją – mówi wójt gminy Hubert Kandziora. – Jestem spokojny o ich los, że ten dom stanie się przystanią, a nie gettem, bo w tej parafii jest kultura gościnności. A im potrzeba teraz życzliwej uwagi, wsparcia i relacji. To szczególne zadanie zwłaszcza dla parafialnych zespołów Caritas w dekanacie – potwierdza ks. Drechsler.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy