Watykan, Betlejem, Fatima, Asyż, Syrakuzy, ale też Wilno, Katyń czy Kijów – to tylko kilka miejsc, do których dotarli, biegnąc sztafetą, pojedynczo bądź w kilka osób. W skwarze dnia, deszczu, a czasem nawet nocą. Wzdłuż głównych tras bądź niemal bezdrożami, bezpiecznie i przez tereny ogarnięte różnymi konfliktami, biedne i bogate... Nie tylko dla sportu – od tego były liczne maratony. Tu liczyły się cel, myśl przewodnia i droga, która wiodła to do znanych katedr, małych kościółków bądź klasztorów, to znów na cmentarz poległych rodaków. Pokonanych łącznie kilometrów nikt nie liczy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








