Ksiądz Julian Skowroński, wieloletni duszpasterz Romów, w piątek 21 kwietnia kończy 100 lat.
Jest najstarszym mieszkańcem Domu Księży Emerytów w Opolu. Zajmuje jedno z mieszkań na III piętrze. Wiele czasu spędza w fotelu. To tu modli się, czyta czy drzemie. Poczucie humoru go nie opuszcza, a pamięć dopisuje.
Zawierucha wojenna
Na świat przyszedł 21 kwietnia 1923 r. w Małopolsce, w niewielkiej Grzechyni. Chrzest otrzymał w kościele parafialnym w Makowie Podhalańskim. Był najstarszy z siedmiorga rodzeństwa. Kiedy wybuchła II wojna światowa, miał 16 lat i trafił na przymusowe roboty w Austrii zajętej przez III Rzeszę. Tam ciężko pracował w gospodarstwie. Dopiero po trzech latach dostał zgodę, by pojechać na przepustkę do domu.
– Kiedy wiosną 1945 r. Armia Czerwona wkroczyła do Austrii, byłem wolny i mogłem wracać do domu. W pośpiechu prawie nic nie zabrałem, zaledwie mały bagaż z kilkoma ubraniami, i ruszyłem na dworzec kolejowy. Wracałem do domu niesamowicie przepełnionym pociągiem. W wagonach już nie było miejsc, więc podróżowaliśmy na dachu. Żartowaliśmy między sobą, że przyjdzie konduktor i będzie sprawdzał, czy mając bilet w 2. klasie, nie siedzimy przypadkiem na dachu wagonu 1. klasy. Wtedy na pewno każe nam się przesiąść – opowiada z błyskiem w oku ks. Julian Skowroński. Po chwili wskazuje na bliznę na czole. – Nie pomyślałem, że rynny peronowe będą zawieszone tak nisko. Zahaczyłem w nie głową i spadłem z dachu pociągu. Na szczęście nic poważnego mi się nie stało – wspomina.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł