Abp Nossol, brat Roger i ludzie bezsilni

Świat się trzęsie, a my z nim.

Czasy są dramatyczne i nie muszę przecież tego tłumaczyć, bo wiecie o tym może lepiej niż ja. Co w tej sytuacji robić? Myślę, że to, co zawsze. Iść do pracy, opiekować się dziećmi, pielić ogródek, gotować obiady, kąpać się w jeziorze albo basenie, chodzić po górach - bo lato trwa. A co możemy - my, ludzie zwykli - robić więcej? Zachować w sercu nadzieję, że złe czasy miną, a my będziemy żyć. Tu albo TAM. Ostatecznie przecież to jest końcowa - i bardzo prawdziwa - alternatywa.

Mija powoli sierpień 2025. W Polsce pełen znaczących rocznic, a na świecie - pełen historycznych zdarzeń. Z natłoku wszystkich dat wybieram dwa dni.

8 sierpnia abp Alfons Nossol ukończył 93. rok życia. W Kamieniu Śląskim podczas odpustu św. Jacka z tysiącem ludzi śpiewałem mu piosenkę z życzeniami. Naprawdę cieszę się, że żyłem w czasach, kiedy rządził diecezją i nadawał ton społecznej debacie w naszym regionie, a również na polach szerszych. Był to ton tak bardzo ewangeliczny. Pojednanie (polsko-niemieckie w szczególności, ale nie tylko o nie chodziło), szacunek dla różnorodności, ekumeniczne otwarcie, odrzucenie w Kościele wszelkiego zacieśnienia, także narodowego, prostota w sposobie bycia... Mógłbym tę listę-litanię ciągnąć długo. Czułem szczerą radość, widząc uśmiechniętego arcybiskupa, który machał szeroko dłonią - pozdrawiał i błogosławił stojących na placu przed sanktuarium św. Jacka. Nic już nie mówiąc.

Kiedy abp Nossol kończył swoją posługę w diecezji, podczas Mszy św. w procesji z darami niosłem mu lampionik inspirowany ikonografią wspólnoty Taizé. "Byłem tam trzy razy!" - powiedział nam wtedy arcybiskup. To było 16 lat temu.

Cztery lata wcześniej, 16 sierpnia, br. Roger, twórca i przeor wspólnoty z Taizé, został śmiertelnie zraniony podczas wieczornej modlitwy przez psychicznie chorą kobietę. Dzisiaj, 23 sierpnia, mija dokładnie 20 lat od jego pogrzebu, w którym uczestniczyłem razem z córką. W prostej i przejmującej liturgii pożegnałem człowieka, który w młodości układał mi ewangeliczne fundamenty wiary. Pojednanie, przebaczenie, pokój, braterstwo, otwartość, ubóstwo, prostota...

Dlatego ten sierpień jest dla mnie miesiącem wdzięczności. Mimo wszystko. Czy w pierwszej połowie XXI w. zwyciężą na świecie cynizm, przemoc i pogarda dla słabszych? Tego nie wiemy. Trochę wbrew wszystkiemu, co się dzieje, jednak wierzę, że ostatecznie zwycięży "siła bezsilnych", jak pisał Václav Havel.

To my - ogromna większość ludzi - jesteśmy bezsilni wobec mocy i przemocy bezwzględnych władców świata. Odczuwamy, że nasz głos nie ma jakiegokolwiek znaczenia. Stąd wdzięczność dla tych, którzy głos bezsilnych i pozbawionych głosu nieśli w świat i podtrzymywali naszą nadzieję. Jak abp Nossol czy brat Roger.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..