Medytacja w stodole

Jakby otwierał się przede mną inny świat. Którego jednak nie widziałem. Bo widziałem słomki fruwające w stajence.

Podczas Pasterki w stodole Barki z dachu stajenki, w której ustawiony był ołtarz, zaczęły powoli, nawet trochę majestatycznie, sfruwać źdźbła słomy. Dość dziwne to było wrażenie, ale te latające słomki jakby odsłaniały przede mną tajemnicę życia. Żeby tylko nikt nie pomyślał, że mam jakieś objawienia albo wizje. Była ta słoma ze stodoły w folwarku Kaczorownia, trochę jak piórko fruwające na koniec „Forresta Gumpa” – nic nie mówiło, nie stawiało kropki nad „i”, a mówiło wszystko o tym, co było, co jest i co będzie. Nie dla przechwałek to piszę, ale dlatego, że po ponad trzech dekadach pracy będę w tym roku zwijał mój tobołek z redakcyjnego pokładu i zależy mi na podzieleniu się z Czytelnikami tym, co przez te lata było dla mnie najważniejsze. Przez jedno statystyczne pokolenie miałem okazję dość uważnie śledzić debaty i polemiki wokół Kościoła i religii w Polsce. Czasami nawet w nich uczestniczyłem. Co zresztą doprowadziło mnie do trudnych momentów, które przetrwałem dzięki wsparciu ks. Krzysztofa Grzywocza, mojego kolegi od czasów licealnych. Trzy miesiące po naszym ostatnim spotkaniu zaginął w Alpach.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..