– Możemy być w domu, bo mamy życzliwych ludzi wokół – przyznaje Józef Giec.
Mieszka w domu jednorodzinnym w Ciepielowicach, choć od ponad 40 lat jest leżący i wymaga opieki. Jako 16-latek, w 1982 roku, niefortunnie skoczył do wody i złamał kręg szyjny. Ledwie go odratowano, ale wykaraskanie się z tego i powrót do domu zajął prawie dwa lata. Szybko jednak okazało się, że nie stanie już na własnych nogach.
– Moje życie zmieniło się całkowicie, trzeba było to w sobie przepracować. Na początku była jeszcze nadzieja, ale z czasem trzeba się było oswoić z prawdą, przyjąć to, co jest. Na szczęście miałem wokół siebie bliskich, pomogła też wiara. Ona daje mi punkt odniesienia, ufność Bożej Opatrzności – poczucie bezpieczeństwa i to, że mam się do Kogo zwrócić – mówi.
Najpierw siedział jeszcze na wózku, wyćwiczył ręce, więc było łatwiej na przykład zmienić pozycję. Pomagały mu mama i jej siostra Stanisława, która z nimi mieszkała.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł