Pełen radości życia koncert charytatywny na rzecz hospicjum Caritas w Kędzierzynie-Koźlu.
Wieczorem 11 lutego – na zakończenie Światowego Dnia Chorego – w Klubie „Kameleon” w Kędzierzynie-Koźlu odbył się koncert charytatywny na rzecz prowadzonego przez Caritas Diecezji Opolskiej Hospicjum św. Anny w Kędzierzynie-Koźlu. Na scenie najpopularniejszego klubu muzycznego w tym mieście wystąpił Darek Czarny&Przyjaciele.
- Chcieliśmy obalić może troszeczkę ten mit, stereotyp o hospicjum jako miejscu umierania, miejscu bólu i cierpienia, żeby ludzie widzieli w nas ciepło, które dajemy na co dzień naszym pacjentom. Wybraliśmy Klub „Kameleon” jako miejsce koncertu, bo to jest dobre miejsce spotkania różnych ludzi w Kędzierzynie-Koźlu Tak jak nasi pacjenci są z różnych środowisk - wcale nie tylko z Kościoła, z naszego wyznania. Jesteśmy otwarci dla wszystkich, dlatego to miejsce uznaliśmy za bardzo trafione - mówi „Gościowi Opolskiemu” Marianna Weinert, zastępczyni kierownika hospicjum.
- Są sprawy, o których rozmawia się szeptem, cicho. Do takich spraw na pewno należy chorowanie i śmierć. Będziemy próbowali dzisiaj o tych sprawach powiedzieć trochę głośniej. My, to znaczy Hospicjum św. Anny - pracownicy i wolontariusze, którzy są tutaj z nami. Chcemy o umieraniu, o śmierci, która poniekąd jest naszą codziennością dla nas tam pracujących, ale myślę, że dla nas wszystkich. Śmierć jest codziennością, bo ze śmiercią się też codziennie stykamy. Będziemy próbowali powiedzieć coś głośno i pokazać śmierć od tej - nie wiem czy lepszej strony, ale jako część ludzkiego życia, jako mocny akord na zakończenie życia - mówił rozpoczynając koncert debiutujący (udanie, sądząc po reakcjach publiczności, zwłaszcza wybuchach śmiechu) w roli konferansjera ks. Damian Jurczak, kapelan hospicjum.
Darek Czarny, znany gitarzysta, wokalista i poeta, lider zespołu „U studni” (dawniej członek słynnego zespołu „Stare Dobre Małżeństwo” nadawał się na ten koncert jak mało kto. Nie dlatego, że pochodzi z Kędzierzyna-Koźla. Ale przede wszystkim dlatego, że jego twórczość dotyka spraw najważniejszych, głębokich, bosko-ludzkich. Jest chrześcijaninem, który otwarcie - choć w sposób subtelny, nie agresywny czy konfrontujący - mówi o swojej wierze.- Bardzo się cieszę, że jest was tutaj tak wielu. Cieszę się, że nie jest nam obojętny ten ważny element życia jakim jest towarzyszenie naszym bliskim i przyjaciołom w przechodzeniu na drugą stronę - mówił muzyk ze sceny.
W trakcie koncertu między zmieniającymi się na scenie przyjaciółmi Darka Czarnego (solo wystąpił tylko Robert Pisula) była okazja do zaprezentowania działalności hospicjum i zachęty do podjęcia wolontariatu na jego rzecz.
- Na swojej drodze spotkałam wiele osób, które były związane z hospicjum, nie tylko tym naszym, ale również z innymi. Rozmowy na ten temat zaprowadziły mnie właśnie tam. Postanowiłam, że podejmę to wyzwanie, spróbuję być wolontariuszką. Chociaż się bardzo tego bałam. Poszłam i już tam zostałam, pokochałam to miejsce. Wiem, że ta pomoc, obecność, trwanie przy pacjencie, daje bardzo dużo dobra. Pacjenci są wdzięczni za trwanie przy nich, za przynoszenie dobrego słowa, czasami modlitwę, nawet za trzymanie za rękę - mówiła wolontariuszka Justyna.
Koncert trwał dwie godziny, był w nim czas i na zadumę, i na radość. Muzyka od nurtu poezji śpiewanej po rock przez muzykę popularną.
Ks. Jurczak co chwila bawił wszystkich fraszkami Jana Sztaudyngera. Jak np. taką: „Chociaż mi życie dało w kość, wciąż krzyczę: jeszcze! Nigdy dość”. Był to koncert mówiący także o umieraniu, ale przede wszystkim afirmujący życie.
Koncert charytatywny na rzecz Hospicjum św. Anny w Kędzierzynie-Koźlu