Tę historię zna już cała Polska. A także tysiące, o ile nie miliony, kibiców Barcelony na całym świecie.
O tym jak Wojtek Feliks „Niedużywojtek” z Opola-Grudzic razem ze swoją mamą Patrycją i dziadkami Jolantą i Rudolfem zostali zaproszeni przez Wojciecha Szczęsnego na mecz FC Barcelony słyszał już chyba każdy. Więc nie będę się powtarzał. Zresztą będziecie mogli o tym przeczytać duży tekst w „Gościu Opolskim” nr 8 /22 lutego (który nawiasem mówiąc, będzie ostatnim ośmiostronicowym wydaniem, kolejne będą mieć po 5 stron).
Przypomnę krótko: Wojtek Feliks urodził się z zaburzeniem wzrostu – dysplazją kręgosłupowo- przynasadową, jednym z rodzajów niskorosłości. Dzisiaj ma 10 lat, 97 cm wzrostu i waży 17,5 kg. Jest znacznie niższy od rówieśników. Ma krótsze ręce i nogi, obustronny niedosłuch. Jego marzeniem, o którym opowiedział mamie po Pierwszej Komunii Świętej, było spotkanie z Wojciechem Szczęsnym i Robertem Lewandowskim, gwiazdami Barcy.
Mama, która z niezwykłą siłą – wspólnie ze swoimi rodzicami – walczy o zdrowie i rozwój syneczka, o tym marzeniu opowiedziała na profilu FB Niedużywojtek. Długo nie czekała i odezwał się Wojtek Szczęsny. Zaprosił całą rodzinę do Barcelony na mecz z Mallorcą, fundując przelot, pobyt we wspaniałym hotelu w stolicy Katalonii, wstęp na mecz i umożliwił uczestnictwo w treningu FC Barcelony. Wojtek (ten mniejszy) przywitał się z wszystkim wielkimi piłkarzami … Nawet trener Hansi Flick go przytulił. Zatańczył zwycięski taniec z Laminem Yamalem! A Wojtek Szczęsny usiadł z Wojtkiem Feliksem na ławce trybun boiska treningowego i pogadali sobie.
Pewnie widzieliście filmiki czy relacje z tych i jeszcze innych chwil Niedużegowojtka i jego rodziny w Barcelonie. Był w tych dniach z pewnością jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. To widać w każdym ujęciu. Ale – co więcej – nie tylko Wojtek, jego mama i dziadkowie przeżywali chwile szczęścia. Internauci wyznawali w komentarzach, że cieszą się ze spełnionego marzenia chłopca i wspaniałego gestu naszego znakomitego bramkarza, ale i sami są szczęśliwi z powodu całej tej historii. To jest fenomenalne.
– Po tym wszystkim, co wydarzyło się w życiu Wojtka po operacjach, bólu, wysiłku i trudach, które musiał przejść mimo tak młodego wieku, odbieramy to jako coś więcej. To dla nas pewnego rodzaju nagroda od życia, ogromne szczęście i moment, który daje siłę, wiarę i poczucie, że te wszystkie ciężkie chwile miały swój sens – powiedziała mi Patrycja Feliks.
Myślę - bo też przeżywałem te dni z Feliksami w Barcelonie ze wzruszeniem – że o to właśnie chodzi. Że to nie jest kilkudniowa historia. Ogrom dobra – wcale nie takiego łatwego, a wręcz przeciwnie – jakie mama i dziadkowie przekazali Wojtkowi, spotkał się z dobrem i hojnością Wojtka Szczęsnego. A to spotykające się dobro – zgodnie z dawną formułą Tomasza z Akwinu – rozlało się szerzej, bo taka jest natura dobra. Przynosząc radość, chwile zachwytu i zadziwienia milionom ludzi. Nie tylko w Polsce zresztą. Kiedy Wojtek z Opola wszedł do sklepu firmowego FC Barcelony, ludzie go rozpoznawali i chcieli sobie z nim robić zdjęcia!
To wspaniała historia, ale też znakomita lekcja, jaką Wojtek Feliks, jego mama i dziadkowie przekazali nam mimochodem. Dobro jest. I jest blisko. Trzeba w nie wierzyć – tak jak wierzyła pani Patrycja, że Wojtek Szczęsny się odezwie.
I jeszcze jedno. Dobro trzeba umieć zauważyć – co się w tym barcelońskim przypadku Feliksów (po łacinie – szczęśliwych) zdarzyło. Bo można widzieć tylko zło i pogrążać się w zniechęceniu. Jak pisał ks. Tischner – wiadomo, że bez wspomnienia go nie potrafię już tekstu napisać! – „W pracy nad własną dobrocią trzeba widzieć dobro wokół siebie. Kto na każdym kroku widzi zło, ten myśli sobie: »Sam się będę wygłupiał?«. Otóż nie. Świat jest pełen dobroci, »wygłupiają« się raczej ci, którzy są źli”.