Liczymy spokojne noce

O życiu bez ogrzewania w dotkniętej wojną Ukrainie, o doświadczeniu międzyludzkiej solidarności i o pomocy udzielanej przez Kościół w Polsce rozmawiamy z bp. Aleksandrem Jazłowieckim, biskupem pomocniczym rzymskokatolickiej diecezji kijowsko-żytomierskiej.

Anna Kwaśnicka: Ksiądz Biskup na każdym kroku podkreśla, że przyjechał do diecezji opolskiej podziękować biskupom, księżom i wiernym. Za co?

Bp Aleksander Jazłowiecki: Po pierwsze dziękuję za ogólnokrajową zbiórkę, która wczoraj odbyła się w kościołach w Polsce, a do której za zgodą bp. Andrzeja Czai dołączyła też diecezja opolska. Zbiórka ta realizowana jest przez Caritas Polska i zostanie przekazana do Caritas Spes Ukraina, której jestem przedstawicielem. Zapewniam, że ta pomoc finansowa trafi w dobre ręce, bo mamy doświadczenie realizowania projektów pomocowych, a działalność Caritas jest u nas dobrze kontrolowana i rozliczana.

Po drugie, dziękuję za ofiary przekazane z kościołów jubileuszowych w diecezji opolskiej, które za pośrednictwem kard. Konrada Krajewskiego, jałmużnika papieskiego, zostały przekazane dla diecezji kijowsko-żytomierskiej. To dar waszej diecezji, przekazany przez księży i wiernych.

Po trzecie, dziękuję za zbiórkę, którą prowadzi Dom Nadziei, a dzięki której zakupiona zostanie bielizna termoaktywna, przenośne lampy czy kuchenki gazowe. Chcę też podziękować za wsparcie, którego od początku pełnoskalowej wojny doświadczam ja osobiście jako biskup, a także nasi wierni i księża. Wasza diecezja naprawdę dużo nam pomaga, np. wiele intencji zostało przekazanych dla naszych księży, a jest to dla nich bardzo konkretna forma pomocy. W ten sposób nasze małe wspólnoty parafialne mogą się utrzymać.

Na co przeznaczana jest pomoc finansowa przekazywana do Ukrainy?

Jeśli pomoc przekazywana jest za pośrednictwem Caritas, to jej spożytkowanie jest bardzo dobrze udokumentowane. Realizowane są rozmaite projekty, np. vouchery medyczne czy uruchamiane przy parafiach „Namioty ciepła i nadziei”. Ludzie mogą przyjść, by się w cieple przespać, naładować telefon, wypić herbatę czy kawę. To brzmi banalnie, ale to naprawdę kluczowa pomoc. Władze informują, że ogrzewanie w Kijowie nie wróci przed wiosną. Rosjanie zniszczyli centralne elementy systemu energetycznego. W efekcie budynki mieszkalne są zamrożone. Dlatego tak ważny jest zakup grzejników elektrycznych, jak i turystycznych kuchenek gazowych, na których można przygotować ciepły posiłek.

Zatem nie ma szans, by przywrócić ogrzewanie. A czy jest szansa na przywrócenie dostaw prądu?

Na tym teraz skupiają się działania władz. Jeśli wróci prąd, to ludzie również będą mogli się ogrzać.

Jak Ksiądz Biskup radzi sobie w takich warunkach?

Mam mieszkanie w bloku. Odkąd Rosjanie mocno uderzyli na Kijów, miałem w nim 5 stopni Celsjusza. Proponowano mi, żebym przeniósł się do seminarium, gdzie działa generator prądu, albo żebym wyjechał na którąś z parafii pod Kijowem, ale zdecydowałem, że chcę być solidarny z mieszkańcami, chcę doświadczać tego, co oni, również zimna i ciemności. Jak sobie radziłem? Robiłem to, co inni. Mając w mieszkaniu gaz, grzałem wodę i wypełniałem nią termofory, które wrzucałem do łóżka. Dzięki temu, jak kładłem się spać, czułem ciepło, choć w tym samym czasie wydychane ustami powietrze zamieniało się w widoczną mgiełkę.

Jak nie tracić nadziei?

Trwająca wojna niszczy nasz kraj, niszczy naszą ekonomię. Najbardziej optymistyczne prognozy mówią, że będziemy potrzebowali około 50 lat, żeby odbudować to, co zostało zniszczone. Mimo tego ta wojna odsłania wiele pozytywnych aspektów, m.in. doświadczenie solidarności. Doświadczamy solidarności ze strony Kościoła w Polsce, ze strony całego polskiego narodu i wielu organizacji pomocowych. Ale doświadczamy też solidarności między nami. Jedni drugim pomagają. 

Oczywiście skrajne sytuacje wyzwalają w ludziach albo to, co najlepsze, albo to, co najgorsze. Choć przykłady egoizmu też się zdarzają, to jednak to, co się dzieje, naprawdę wyzwala dużo dobra, na które ludzie w innej sytuacji by się nie zdobyli, bo każdy żyłby zamknięty w swoim mieszkaniu, w swoich przyzwyczajeniach i w swoim kręgu przyjaciół. Jak już wspominałem, mieszkam w zwyczajnym bloku i w tych ostatnich wojennych latach poznałem wszystkich sąsiadów. Pukamy do siebie, pytamy o samopoczucie, o to, czy ktoś czegoś potrzebuje. Ta wzajemna pomoc jest bardzo ważna. Wielu na miarę własnych możliwości próbuje coś robić dla innych. Choćby odwiedzać potrzebujących, przygotowywać i rozdawać ciepłą herbatę. Nawet ostatnio po Mszy św. rozmawiałem z Francuzem pracującym we francuskiej ambasadzie. Zapytałem go, jak on jako obcokrajowiec widzi naszą sytuację? Odpowiedział, że jest zadziwiony solidarnością ludzi i doświadczeniem poczucia bezpieczeństwa na ulicach. Mówi, że jak po ciemku idzie z latarką i świeci sobie pod nogi, to nie boi się, że ktoś go zaatakuje, obrabuje czy pobije, a w Paryżu takiego poczucia bezpieczeństwa nie ma.

Pod warunkiem, że nie nadleci dron…

Czasem, jak ktoś mnie pyta, jak często nas bombardują, to odpowiadam, że my nie liczymy nocy z bombardowaniem, ale liczymy noce spokojne. Kiedy przyjeżdża do nas któryś z wysokich rangą dyplomatów, Rosjanie wstrzymują się z wypuszczaniem rakiet i dronów na jedną czy dwie noce. Wtedy mamy chwilę spokoju, możemy się przespać. Ale jeśli akurat nie ma nikogo z USA czy NATO, a do tego jeszcze panuje mróz, to wiadomo, że nas zaatakują, żeby nas zamrozić. To okrutny terror. Kiedy trwa bombardowanie, nie da się spać. Często wtedy idę do łazienki, w której nie ma okien, i tam odmawiam Różaniec.

Wróćmy jeszcze do tematu pomocy. Czego broniąca się Ukraina potrzebuje oprócz pomocy finansowej?

Pamięci w modlitwie. To bardzo ważna pomoc. Zwracam naszym ludziom uwagę na to, że od czterech lat atakuje nas największe państwo świata, a pomimo to żyjemy i w miarę normalnie funkcjonujemy. Działają sklepy, oczywiście jeśli akurat nie lecą rakiety, ludzie mają pracę, dzieci chodzą do szkół i przedszkoli. To wszystko to owoc modlitwy. Ta wojna pomogła nam też odrodzić poczucie patriotyzmu. Bardziej doceniamy język ukraiński i ukraińską kulturę.


W Środę Popielcową (18 lutego) bp Aleksander Jazłowiecki będzie przewodniczył liturgii stacyjnej, która o 18.00 rozpocznie się w kościele oo. franciszkanów w Opolu. Procesja pokutna przejdzie do katedry opolskiej, gdzie sprawowana będzie Msza św., podczas której bp Jazłowiecki wygłosi homilię.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..