- Często ten hejt, ta złość jest zboczona tak bardzo, jak złość rosyjska, jak rosyjska przemoc. Ona jest taka właśnie: aż gęsta, aż lepka - mówiła w Opolu Tetiana Kolesnychenko, współautorka książki "Robaków rozgryzać nie wolno".
Są spotkania autorskie wspaniałe, zachwycające, pozostawiające głębokie myśli. I są też takie, w czasie których dławi się napływające łzy, a po nich nie da się zasnąć.
Wczoraj (4 marca) - kilka dni po oficjalnej premierze reporterskiej książki „Robaków rozgryzać nie wolno” - jej autorzy: Tetiana Kolesnychenko (tekst) i i Maciej Stanik (zdjęcia) gościli w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu.
Współpracujący ze sobą od czasu agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku reportażystka i fotoreporter Wirtualnej Polski w ostatnich latach otrzymali wiele najważniejszych polskich nagród dziennikarskich (Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, Grand Press). Kolesnychenko zajmuje się tematyką wschodnioeuropejską, Stanik był fotoreporterem na kilku wojnach i konfliktach m.in. w Syrii, Afganistanie, Górskim Karabachu, Zambii i Wenezueli.
„Robaków rozgryzać nie wolno” to zbiór 11 reportaży Kolesnychenko ilustrowany licznymi czarno-białymi (z wyjątkiem dwóch) zdjęciami Stanika. Książka w zasadzie nie opowiada o froncie i rosyjskich atakach. W zasadzie - bo mówi o skutkach, które agresja rosyjska zostawiła w ludziach, którzy ją przeżyli. Zatem w ich opowieściach wraca okop, nalot, śmierć najbliższych, rany w ciele i na duszy.
Tetiana Kolesnychenko swoim wyrazistym, chwilami wstrząsającym - co wcale nie znaczy, że dosłownym i sensacyjnym - stylem reporterskim daje czytelnikowi wgląd w to, co przeżywają jej bohaterowie. Jej ujawniająca się w tekście głęboka wrażliwość i empatia spotkała się z takim samym odczuwaniem dziennikarskiej powinności przez Macieja Stanika. - Zrozumieliśmy się, poczuliśmy, że chcemy wojnę opisywać z perspektywy przeżyć ludzi, nie dążyć do sensacyjnych nagłówków, zdobywania najgorętszych wiadomości i przerażających obrazów - mówili. - Jedyne zdjęcia, których nie zrobiłem, to zdjęcia w kostnicy w Buczy - mówił fotoreporter. - Tam było dziennikarskie eldorado. Można było zrobić bardzo mocny materiał. Trupy leżały na chodnikach - mówiła reportażystka.
Autorzy „Robaków” poszli innym tropem. Zdjęcia są wyciszone, wiele z nich jest symbolicznych. Są wobec swoich bohaterów czułe, nie natarczywe. Tekst jest złożony w ten sposób, że między pojedynczymi zdaniami czy niedługimi akapitami jest dużo światła - pustego miejsca na milczenie, domysł, dopowiedzenie, na chwilę dla czytelnika. Nie ma natłoku słów, który przytłacza.
Efekt jest - nie boję się w tym wypadku przesady - porażający. Wystarczy posłuchać fragmentów reportażu o jeńcach w rosyjskiej niewoli pt. „Robaków rozgryzać nie wolno” i „Niebieski chłopiec” o chłopczyku mającym poparzone 45 proc. powierzchni ciała wskutek nalotu na Lwów, czytanych przez Leszka Malca, aktora Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu (na filmiku poniżej). Niepodobna się tymi reportażami „zmęczyć” - by odwołać się do częstego i usprawiedliwiająco wyświechtanego powiedzenia o naszym „zmęczeniu wojną w Ukrainie”. Przeciwnie - te teksty i obrazy odświeżają wrażliwość czytelnika na to, co dzieje się tuż obok nas.
Spotkanie na temat tragicznych skutków agresji Rosji na Ukrainę sprowokowało także do rozmowy o antyukraińskim hejcie w polskim internecie. - Często ten hejt, ta złość jest tak zboczona jak złość rosyjska, jak rosyjska przemoc. Ona jest taka właśnie: aż gęsta, aż lepka. Ale myślę, że obraz, który widzimy w mediach społecznościowych nie zawsze jest realnym obrazem całego społeczeństwa. Ostatnia akcja, podczas której zebrano tak wiele pieniędzy na „ciepło dla Kijowa”, to bardzo wyraźnie pokazała - mówiła Tetiana Kolesnychenko.
W spotkaniu uczestniczył Vlad Zadorin jeden z obrońców Wyspy Węży - strategicznego punktu na Morzu Czarnym zaatakowanego przez rosyjski okręt wojenny w pierwszych godzinach wojny. To tam ukraiński dowódca odpowiedział kapitanowi rosyjskiego okrętu na wezwanie do poddania się, sławną na cały świat frazą : „Russkij wojennyj korabl - idi na ch…”.
Vlad Zadorin obecnie mieszka w Opolu, trzy lata był w rosyjskiej niewoli. Jest bohaterem wspomnianego reportażu „Robaków rozgryzać nie wolno”. Nie waha się mówić o swoich przeżyciach, choć nie wszyscy jeńcy wojenni to robią. - Opowiadam o tym, co przeżywałem ze szczegółami, nie ogólnie, żeby dać świadectwo o tym, jak Rosja łamie wszystkie konwencje międzynarodowe - mówił.
Prowadząca spotkanie Monika Ostrowska życzyła na koniec autorom, żeby ich książka stała się kiedyś dowodem w procesie w Międzynarodowym Trybunale Karnym w Hadze. Zapytała też Tetianę Kolesnychenko jak wyobraża sobie pierwszy dzień pokoju. - To się stanie wczesną wiosną - odpowiedziała słowami swojego reportażu dziennikarka.
Długo po zakończeniu spotkania trwały rozmowy jego uczestników z Tetianą Kolesnychenko, Maciejem Stanikiem i Vladem Zadorinem.
"Robaków rozgryzać nie wolno". Spotkanie autorskie z Tetianą Kolesnychenko i Maciejem Stanikiem