W Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych w Opolu otwarto wystawę "Szancer, wyobraź sobie!". Jest ona jak powrót do cudownej krainy dziecięcych marzeń.
Mimo że chciał zostać malarzem, został "tylko" ilustratorem i grafikiem. Ale jakim! Stawiam pięć złotych monet przeciwko czterem cekinom, że w pamięci społecznej przetrwało więcej obrazów-ilustracji Jana Marcina Szancera niż obrazów najwybitniejszych polskich malarzy współczesnych. Ilustracje do "Baśni" Andersena, "Lokomotywy" Tuwima, "Akademii Pana Kleksa" Brzechwy... "Pinokio"! A dla mnie - że pozwolę sobie na krótką wycieczkę w krainę dzieciństwa - zwłaszcza ilustracje do bajki "O Janku, co psom szył buty". I tak wiele, wiele innych.
Dzisiaj sprawa z pamięcią o dziełach Szancera być może nie wygląda już tak fantastycznie. - Pięć lat temu w jednym z popularnych teleturniejów pytanie o pół miliona złotych brzmiało: "Co miał wspólnego Jan Marcin Szancer z Krasickim, Mickiewiczem i Sienkiewiczem?". Cztery odpowiedzi do wyboru: A - Był ich ulubieńcem, B - To ich wydawca, C - To ilustrator ich dzieł, D - Nic. To pytanie stanęło przed panem Piotrem, programistą z Gdańska, który odpowiedział: "Nie wiem", ale na szczęście udało mu się zachować wygraną - mówiła wczoraj (10 marca) podczas wernisażu wystawy "Szancer, wyobraź sobie!" dr Ewelina Klimczak-Czaplicka z CMJW.
Jan Marcin Szancer (1902-1973), pochodzący ze zasymilowanej rodziny żydowskiej, był wybitnym ilustratorem i grafikiem, o międzynarodowych osiągnięciach. Był także m.in. scenografem teatralnym i filmowym, profesorem warszawskiej ASP. - To dość nietypowa wystawa w naszym muzeum. Ale w życiu Szancera - co jest wyeksponowane na tej wystawie - twórczość i wyobraźnia, niepoddawanie się dramatycznym okolicznościom stały się psychicznym wsparciem w najtrudniejszych czasach okupacji - mówi Renata Kobylarz-Buła, wicedyrektor CMJW.
J.M. Szancer odważnie zaangażował się w działalność polskiego podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej. Jego warszawskie mieszkanie stało się punktem konspiracyjnych spotkań i skrytką dla podziemnych wydawnictw. Tam też przygotowywał np. dla Tajnych Wojskowych Zakładów Wydawniczych ulotki oraz ilustracje do powstańczych gazetek.
"Jakby na przekór narastającemu niebezpieczeństwu, łapankom, aresztowaniom, podejmowałem coraz to nowe prace, jakby nic nie było mi w stanie zagrozić. Malowałem ilustracje do baśni Andersena na zamówienie... Było to 80 barwnych plansz (...). Wyglądały jak kwiaty. Czy ktokolwiek domyśli się czy przeczuje, w jakich ciężkich chwilach malowałem te pogodne obrazki?" - wspominał artysta w swojej autobiografii.
W uroczystym otwarciu wystawy wzięła udział online ze Stanów Zjednoczonych także córka kuzyna J.M. Szancera - Elisabeth Szancer, kuratorka sztuki i osoba zaangażowana w ochronę kulturowego dziedzictwa żydowskiego w Polsce. Wspominała, jak wielkim szacunkiem otaczał swojego kuzyna jej ojciec Henryk Szancer i jak bardzo zachwycały ją książki ilustrowane przez krewnego, które otrzymała w dzieciństwie. - Jan Marcin Szancer łączy pokolenia Szancerów, bo także moje wnuki 5- i 8-letnie zachwycały się, śmiały i cieszyły na widok "Lokomotywy" Tuwima, ilustrowanej przez Szancera. Zrobiły także kolaż pt. "Flying Heart", inspirując się wystawą "Szancer, wyobraź sobie!" - mówiła E. Szancer.
Wystawa w CMJW jest adaptacją ekspozycji przygotowanej przez Żydowskie Muzeum "Galicja" w Krakowie przy wsparciu Oficyny Wydawniczej G&P i prezentującej rysunki J.M. Szancera oraz zachęcającej na różne sposoby do aktywnego w niej udziału, ale przez środki "analogowe", nie "smartfonowe", tj. rysunek, słuchanie narracji Piotra Fronczewskiego z kasety magnetofonowej (!), układanie dużych puzzli etc. - Zachęcamy was, żebyście na tej wystawie robili bałagan! Uruchomcie swoją wyobraźnię - zachęcał Jakub Wydrzyński z Żydowskiego Muzeum "Galicja".
Wystawa w siedzibie CMJW w Opolu przy ul. Minorytów 3 będzie czynna do 27 maja.
Wernisaż wystawy "Szancer, wyobraź sobie!"