– Często z ks. Tischnerem rozmawiam. Uczę się jego patrzenia na wszystko – wyznaje Walter Pyka, opolski poeta i farmaceuta. Dzisiaj mija 95. rocznica urodzin ks. Józefa Tischnera.
Walter Pyka to znany opolski poeta - laureat wielu konkursów literackich - oraz farmaceuta, który przez wiele dziesiątek lat prowadził wspólnie z żoną Barbarą aptekę „Pod Wagą” w Popielowie. Również za działalność aptekarską otrzymał zaszczytną nagrodę „Anioła Farmacji”– ogólnopolską nagrodę środowiska farmaceutycznego i medycznego za „działania wyróżniające się wyjątkową troską i ponadstandardową opieką wobec chorych”.
Jakiś już czas temu poeta z Popielowa przysłał kilka, jak to określił, „historyjek” inspirowanych życiem i książkami ks. prof. Józefa Tischnera.
Dzisiaj przypada 95. rocznica urodzin ks. Tischnera (1931-2000) – jest więc znakomita okazja, by przynajmniej jednym z tych poetyckich zamyśleń pisanych trochę po śląsku, trochę po góralsku, podzielić się z Czytelnikami „Gościa Opolskiego”.
- W wyobraźni, odwiedzam stare kąty, słucham starych ludzi, otwieram stare domy, szukam starego echa. Spotykam sie z ks. Tischnerem, filozofujemy. Poznałem Jego kompanów – to Jontek, Plątek i Bamątek. Są też i trzy baby – Maryna, Babina i Jolina. Jolina śpiewa nojcyściej, że aż się góry prześcigają, by się jej przypatrzeć. Słucham tego wszystkiego i spisuję. Mam już trzy historyjki. Inspiracją jest “Filozofia po góralsku” i “To, co najważniejsze”. Przesyłam próbki, bo z ks. Tischnerem często rozmawiam. Uczę się jego patrzenia na wszystko – wyznaje Walter Pyka.
A zatem posłuchajcie….(czy raczej – poczytajcie)
Echo górolskiego źródełka
Ks J. Tischnerowi
Jedni powiedzą, że bulgoce, drudzy, ze pulsuje, a jesce inni, że godo.
Do źródełka zawse piyrse idą baby. Chlopy tys idą, jak uznają, że jest po co.
Jak chcą się napić, to idą.
Ale nie wszyscy. Są też i tacy, co idą, aby posłuchać, o czym tyz dzisiok
to źródełko bydzie godało.
No więc przyszli. Obok źródełka zrobili sobie fojerkę, bo surowego mięsiwa nie lubią.
Zaczęli smarzyć, gwarzyć i warzyć bimber, bo ducha nigdy nie jest za dużo.
Siedzieli i mendrkowali.
Było ich trzech. Jontek, Plątek i Bamątek. No i ten Duch w kociołku.
Skąd się biorą różne wyrazy.
Jontek mówił, że z patrzynio.
Plątek, że z cucio.
A Bamątek, że z kiwanio głową i z dziwoty.
Jak kiwos głową na „nie”to to nie jest dobry wyraz, a jak na „tak” to to jest
dobry wyraz. Weźmy takie słowo – Mama.
Nojpierw się malutki matki pyto – Ma?
No to matka odpowiada, że – Ma.
Bo matki dla dzieci zawsze coś tam mają, nawet jak nic nie mają.
Takie są Mamy.
Do chłopów to już nie sycko mają.
Ten mały to poskładoł i powstało słowo – Mama.
A weźmy takie słowo Tata.
Malutki był z ojcem na spacerze i akurat koło wózka przechodziła takoł fajnistoł Jolina.
Więc malutki się ojca pyto – Ta?
Ojciec potulnie kiwoł glową. Ta.
No i tata poskłodany.
A weźmy takie słowo – mur. To krowy wymyśliły. Krowa rycy – Mu…
No to Górol tylko dodoł r – A ryc tu, ile chces. No i mur gotowy.
Ale tę krowę Jolina musi wydoić. I nie ma do czego. No to powstało wiadro.
Jolina wymyśliła. Kobiety mają taką nadprzyrodzoną smykałkę, że umieją sycko zrobić.
Z niczego. Na przykład weźmie cosik do ręki pokręci, pokręci ,ciepnie na wrzącą wodę i kluska gotowa. Albo inny przykład.
Jontek tego ducha z bimbru wchłonął za dużo i go ścięło. Dobrzy ludzie tego Jontka przynieśli, położyli i poszli. A Maryna już larmo robi. Z niczego.
Wiater powstoł z myslenio. Bamątek mioł w sobie dużo wiatrów, to pomyśloł, że się chce tymi wiatrami podzielić z innym kamratem. A,że akurat w niego tym wiatrem nie trafił, to on ciągle wieje i sukoł tego kamrata.
I w tym momencie zawiało tym bimbrowym spirytusem, czyli Duchem.
Ducha nie widac, ale słychać.
Jontek ukroił trochę tego pieczonego wieprzka dla wszystkich i zacęli słuchać
A Duch prawi tak.
Są takie słowa smaczniejsze od tego waszego wieprzka.
Na przykład: wyrozumiałość, wzruszenie, współczucie, wybaczenie, wdzięczność i wiara
– Bamątek się wyrwoł – To są slowa syckie na „w”. Jo znom jeszcze jedno słowo na „w”.
W telewizorze widziałem.
– Jo tys – dopedzioł Plątek. – Wiertło.
- Wędzonka - sepnął Jontek
A Duch na to.
Wiertło se chłopy zostowcie, może się przydać, wędzonkę zostowcie nosowi,
a telewizor zgaście.
Wyrozumiałość - zaczyno Duch - pomoże ci zrozumieć, że kożdy jest inny.
Ni można go oceniać, a jedynie doceniać w nim sycko, co przygarnia ci wzruszenia.
Każdy człek ma w sobie wzruszenie, ale czasami nawet nie wie, albo się go wstydzi.
Ale go mo. Dopiero jak uwidzi dobro w drugim, to się wzrusza.
Czasami musisz drugiemu wybaczyć. Nie zawsze trzeba cepem w cepa,
chociaż cep dobrze przy sobie mieć.
Jak się już w tobie otwarła wyrozumiałość, coś cię tknęło, że się wzruszasz,
a innemu umiesz wybaczyć, to bardzo łatwo ci przyjdzie byś umioł współczuć.
Tu Jontkowi się rozlało trochę tego bimbru i Plątek mu bardzo współczuł.
Śpirytus się ulatniał, mięsiwa ubywało i wtedy Bamątek pedzioł tak od serca.
– Wdzięczny jestem Jolince, że nom tego wieprzka sprzedała.
I wierzę, że ona nom pszaje.
Duch się uśmiechnął, zakręcił wąsa i pedzioł-
– Wszycko coście słyszeli to z tego źródełka pochodzi. Tu są słowa najczystsze.
Chłopy rozdziawiły gębule i posnęły.
Z daleka nadchodziły baby ze śpiewem na ustach
Nojcyściej śpiewała Jolina.
„Dobrej wody nigdy dosyć.
Zdrowych myśli ciągle trzeba.
Tu przy źródle baby, chłopy.
Mają swój kawałek nieba.
Czasem Anioł tu przyleci.
Echo niesie to po smrekach.
Tak się dzieje od stuleci.
Przyjdź tu dzisiaj – źródło czeka.”
Walter Pyka