Mój prawdopodobnie ostatni felieton na dzień św. Patryka w „Gościu Opolskim”.
Mogę szczerze i bez krygowania się powtórzyć za dawnym mnichem irlandzkim: „Gan scor fri selba segann, dian scith mo chrob on scribonn” - Niechaj jeszcze raz utrwali piękna trwanie, moja ręka udręczona jest pisaniem ( tłum. Ernest Bryll). Od lat na świętego Patryka wspominam wędrówkę na Croagh Patrick – Górę św. Patryka położoną nad brzegiem Atlantyku. Widok ze szczytu na zatokę Clew, głos siedmiu Norwegów śpiewających starą pieśń „Głoś imię Pana”, a potem cieszących się kieliszeczkiem whiskey czy lawendowo-wrzosowy zapach powietrza nie dają się zapomnieć tak łatwo.
Podróże reporterskie do Irlandii i to, co po nich się działo w moim życiu zawodowym, przyniosły mi taki bagaż doświadczeń i myśli, że wystarczy chyba do końca moich dni. Ale nie są to tylko wspomnienia niezwykłego piękna.
Upadek wszechpotężnej instytucji Kościoła katolickiego w Irlandii widziałem na własne oczy. Skandale seksualne, pedofilia, systemowe nadużycia władzy. Po powrotach z Zielonej Wyspy wielokrotnie z nadzieją pisałem na tych i na innych łamach – dziś wydaje mi się to nieco śmieszne – ostrzeżenia w stylu „uczmy się od Irlandii, uczmy się na ich błędach”. – Zobaczysz, jak będzie u was, gdy wszystko zacznie –wychodzić na jaw. Będzie to samo, co u nas… – mówił mój przyjaciel, irlandzki ksiądz. Miał rację.
Nie nauczyliśmy się wiele od Irlandczyków jako Kościół w Polsce. Popełnialiśmy te same błędy, co oni i nie mam już siły pisać o szczegółach, które są przecież znane i przygnębiające. Zresztą, to sprawa nie tylko polska, ale globalna. Mało kto uczy się na błędach innych Kościołów. A u nas w dodatku mechanizm psychologicznego wyparcia okraszany był – i nadal w pewnych środowiskach jest - zapewnieniami, że „wszędzie, ale nie u nas”, „nie w ojczyźnie św. Jana Pawła II”, „to zepsuty zachód, a nie my” etc.
Szczerze mówiąc czułem się czasami jak wioskowy idiota opowiadając o tym, co działo się w Irlandii i „nawołując” – co klasyfikuje się jeszcze fatalniej niż „wioskowy idiotyzm” – do jasnych reakcji, zera tolerancji dla występków, itd. W swojej naiwności sądziłem i pisałem oraz mówiłem, że to właśnie media kościelne powinny pierwsze informować o przestępstwach seksualnych duchownych, o błędach przełożonych, o tym, co w Kościele jest złem. Bo to jest warunek wiarygodności Kościoła. Tak uważałem i nadal uważam. Ale już nikogo do niczego nie „nawołuję”. Jeśli nie przemówiły do rozumu i sumienia wielokrotne wezwania papieży, a także najgłośniejsze przypadki – np. w naszej diecezji byłego franciszkanina czy byłego proboszcza z Łubowic – to myślę, że nie przemówi już raczej nic.
Nie piszę oczywiście o jakiejś konkretnej sprawie. Rozumiem złożoność wypadków, a także ciemną stronę oskarżeń, które bywają niejasne i niepewne. Ale postawy „a po co o tym pisać”, "zostawmy to", albo: "to atak na Kościół", nie jestem w stanie zrozumieć. Trudno, tego mnie ta Irlandia nauczyła.
I niech będzie, że św. Patryk też. Przypisują mu taką modlitwę:
„Niech zła mara, demon ni choroba żadna
Nie będzie naszym snom głębokim zaradna
Daj czyste przebudzenie, daj pracy łaknienie
Noc spokojną, dzień dobry, życia ukojenie”.
Tego i Wam życzę.