Eliza Kącka, laureatka podwójnej nagrody Nike, mówiła w Opolu o strachu, literaturze i życiu z Rudą, bohaterką nagrodzonej książki.
Wczoraj (20 marca) w Opolu gościła Eliza Kącka, laureatka Nagrody Literackiej "Nike" i "Nike Czytelników" 2025 za książkę "Wczoraj byłaś zła na zielono" (wyd. Karakter 2025).
- Myślę, że E. Kącka jest jednym z ważniejszych głosów w literaturze polskiej ostatnich lat. Książka, która zdobyła nagrodę Nike, to bardzo rzadkie w języku polskim spojrzenie na relacje, które umykają nam, które w naszej patriarchalnej kulturze często wydają się drugorzędne - mianowicie relacja matki z córką, pełna perspektywy intymności, ale jednocześnie dystansu. Napisana językiem przejrzystym, prostym, ale też metaforycznym i głębokim - mówił, witając autorkę w Auli Błękitnej Collegium Maius UO prof. Paweł Marcinkiewicz, dyrektor Instytutu Nauk o Literaturze UO.
Temat wykładu pisarki na UO brzmiał: "Narodziny strachu jako fenomenu literackiego". - Strach i lęk jest w literaturze ważny, napędzający ją i dla literatury istotny. I dla nas literatura jest istotna, bo pozwala z tym lękiem sobie radzić - mówił prof. Adrian Gleń, kierownik Katedry Literatury Polskiej.
E. Kącka podczas wykładu - czy też improwizacji, jak to określiła później - analizowała opowiadanie Honoriusza Balzaka pt. "Żegnaj", a zakończyła go poruszającym świadectwem o przejmująco trudnym epizodzie z życia swojej córki - Rudej, bohaterki "Wczoraj byłaś zła na zielono". Niezwykła była w tym literacko-życiowym zestawieniu narzucająca się analogia między bohaterką opowiadania Balzaka a Rudą, która jako czterolatka po przejściu traumy w szpitalu zapadła się w sobie na pół roku. - Najpierw wychodzi ze mną tylko kawałek na spacer, po czym już nie chce nawet pójść do lasu, chociaż las był jej naturalnym środowiskiem. Zapętla się, zapętla, zapętla, zapętla... W tym sensie, że w pewnym momencie przebywa już tylko w mieszkaniu, a dwa tygodnie później - już tylko i wyłącznie w pokoju. Żyła w zasadzie w jednym kącie. Nie powiedziała słowa dosłownie przez pół roku - opisywała E. Kącka (więcej o tym w świadectwie pisarki w jednym z najbliższych wydań papierowych "Gościa Opolskiego").
Ruda (tak Eliza Kącka nazywa córkę, a sama nazywana jest przez nią Pingwinem) jest osobą w spektrum autyzmu. Ma obecnie 20 lat, zdała maturę. "Nie no, to było wykonalne" - podsumowała Ruda w rodzinnym gronie egzamin maturalny. Dostała się na studia.
W książce E. Kącka ani razu nie użyła sformułowania "spektrum autyzmu". Nie chciała bowiem zaszufladkować swojej powieści do literackiego "getta autystycznego" czy sprowadzić książki do roli poradnika, jak żyć z osobą w spektrum (czego nota bene oczekiwał od niej pierwszy wydawca). Chciała dać literacki opis przenikania się światów dwóch osób bliskich, które muszą poszukiwać nowego języka komunikacji między sobą. O tym doświadczeniu opowiadała podczas wieczornego spotkania w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, które prowadziła Dominika Gorgosz-Złoty. Wzruszające były podziękowania za książkę i wywiady E. Kąckiej, wypowiedziane przez kilka uczestniczek spotkania, które doświadczają w swoim życiu podobnych problemów.
- Nie miałam intencji romantyzowania problemów ze spektrum. Nie, to nie jest żadna laurka. To jest fura bólu. Tylko że jednocześnie kiedy się w tym naprawdę pobędzie, to to nie jest blaga, że się mówi, że to jest fascynujące. Bo każdy z nas ma jakieś oddzielne algorytmy. Każdy z nas jest w światach bardzo osobnych. Co nie znaczy, że nie jest to jednocześnie - jak mówią - krzyż Pański, że to nie czasami więzienie w tym sensie, że człowiek nie radzi sobie z rzeczywistością. Niestety - to jest jedno i drugie. Moje dziecko nie jest tylko bagażem na moich plecach. Jest autonomiczną, pełnowymiarową osobą. Ona nie jest ciężkim losem. Ona jest osobą. Poza tym, że oczywiście jest też ciężko. Ale to jest coś innego - mówiła E. Kącka.