Szkolne Koła Caritas z Raszowej, Żyrowej i Zdzieszowic podsumowały wielkopostną akcję pomocy osobom w kryzysie bezdomności.
W plecakach znalazły się wyłącznie rzeczy potrzebne osobom w kryzysie bezdomności.
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość
Już po raz kolejny Szkolne Koła Caritas Diecezji Opolskiej w czasie Wielkiego Postu wzięły udział w akcji „Mój dom w plecaku”. Wspólnie z innymi uczniami przygotowywali plecaki i wyposażali je w potrzebne rzeczy. Jakie - dowiedzieli się za pośrednictwem pracowników centrali Caritas Diecezji Opolskiej, bo okazuje się, że to niekoniecznie to samo, o czym może pomyśleć osoba mieszkająca w komfortowych warunkach.
- To latarki, zapałki, świeca, sztućce, kubek termiczny, bielizna, skarpety, jakieś mydło czy szampon, niewielki ręcznik, przybory do golenia… zimą także czapka i rękawiczki oraz coś słodkiego. To podpowiedź beneficjentów, tych osób, które są najbiedniejszymi mieszkańcami naszego miasta. Trzeba słuchać, co mówią, czego potrzebują. Wtedy to pomaganie jest mądre. Dla nas to zwykły plecak, a dla nich stanowi cały dobytek. Nosząc to, co mają w torbach, w reklamówkach, często to gubią, torby się niszczą, uchwyty się urywają, ktoś im je zabiera. Dlatego sami twierdzą, że to, co najcenniejsze, czego potrzebują do życia, najlepiej mieć na plecach. Tak narodziła się akcja „Mój dom w plecaku”. Pomysł ten przepięknie podchwyciła młodzież z opiekunami, bo pozwala on pomóc bez bezpośredniego konfrontowania się z osobami bezdomnymi, z ciężkim tematem kryzysu bezdomności. Mogą pośrednio, a jednocześnie w sposób niesamowicie wymierny pomóc tymi plecakami, włączając się w łańcuch dobra - tłumaczy Artur Wilpert z centrali Caritas.
To już ósma edycja akcji, a jej finał jest dość umowny. Choć w szkołach nagłaśniana jest w czasie Wielkiego Postu, plecaki spływają do centrali nawet do Bożego Narodzenia, zarówno od SKC, jak i osób prywatnych czy instytucji.
- Czasem ktoś ma po różnych eventach niepotrzebne plecaki z jakimś logo. Można je przynieść, z wypełnieniem lub bez, logo, kolor itp. są nieistotne. Można też przynieść produkty, które zostaną wykorzystane jako wyposażenie albo uzupełnienie rzeczy, które się zużyły - wymienia A. Wilpert.
Mój dom w plecaku - akcja Szkolnych Kół Caritas dla osób w kryzysie bezdomnościPodsumowuje, że co roku do opolskiej Łaźni trafia co najmniej 210 takich plecaków i tyle mniej więcej potrzeba, ponieważ są one ciągle użytkowane, więc sukcesywnie się niszczą i muszą być wymieniane. Z Łaźni w miesiącu, co najmniej raz na tydzień korzysta ok. 70 stałych osób. Prócz tego czasem trafia ktoś z zewnątrz, albo pojawia się 2-3 razy. A tych produktów potrzebują w miejscach noclegu, tam, gdzie przebywają – w altanach, pustostanach, piwnicach. To ich gwarant bezpieczeństwa, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.
- Dlatego musimy być przygotowani, i jesteśmy dzięki tej wspaniałej młodzieży, która potrafi swój zapał, chęć bycia dobrym, przekuwać na konkretną akcję. Potrafią też poświęcić swój wolny czas, żeby tu przyjechać. Ta ofiara to jest sens wielkopostnej jałmużny. Te podstawy dobroczynności to też wartość, którą ci młodzi ludzie niosą potem w dalsze życie. Przez takie akcje przezwyciężają pierwsze lęki przed reagowaniem, pomocą osobie potrzebującej, którą możemy spotkać na swojej drodze i zarażają innych taką postawą. A ci, którzy korzystają z tych plecaków wiedzą, że dostają je od młodych ludzi - podsumowuje pracownik Caritas.
Magdalena Jojko z PSP w Raszowej, Zuzanna Gałuszka z PSP 3 w Zdzieszowicach oraz Aniela Majewska z Publicznej Szkoły w Żyrowej przyjechały w środę 25 marca wraz z innymi członkami SKC do centrali Caritas w Opolu, by przekazać zebrane plecaki.
- Pomaganie jest fajne. Wzięliśmy udział w tej akcji, żeby pomóc osobom bezdomnym, żeby poczuli, że nie są sami. Wywiesiliśmy w szkole plakat, wysłaliśmy go do nauczycieli. I wychowawcy z całą swoją klasą zbierali taki plecak ze skompletowaną zawartością. Każdy się zgłaszał, co chce kupić - opowiadają.
Podkreślają, że udział w akcji dał im radość i satysfakcję. I spełnienie, że się z kimś podzieliło i komuś pomogło.
Te plecaki będą służyć osobom w kryzysie bezdomności, którzy trafią do caritasowej Łaźni w Opolu.
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość
- Dzieci chętnie przyjechały, bo też aktywnie włączyły się w tę akcję. Zresztą cała społeczność szkolna: dzieci, nauczyciele, rodzice się w nią zaangażowali. Mamy osiem klas, więc jest osiem plecaków, ale obficie zapełnionych - uśmiecha się Agnieszka Raca, opiekun SKC w Żyrowej.
Agnieszka Rosół, diecezjalny koordynator SKC podsumowuje:
- Dużo zależy od opiekuna, ale młodzież chce, ma taką potrzebę pomagania, wyjścia do drugiego człowieka. Tym razem pochyliliśmy się nad osobami bezdomnymi, pokazać im, że są dla nas ważni. I uczniowie podjęli to chętnie. W tej akcji zaangażowało się ok. 20 Szkolnych Kół Caritas, ale do nich dołączają też inne szkoły, w których takie koła nie działają. Oni po prostu skompletują i przywiozą plecaki. My na razie przywieźliśmy ok. 20, ale kolejne są jeszcze przygotowywane – przyznaje.
Dopowiada, że to jedna z wielu akcji, praktycznie w każdym miesiącu wolontariusze SKC działają - kończą jedną akcję, już myślą o kolejnej. Np. jej młodzież ledwie zakończyła tę akcję, a już w przyszłym tygodniu będzie rozwozić paczki ze zbiórki żywności „Tak, pomagam” i odwiedzi z występem DPS w Leśnicy.
- W Zdzieszowicach dopiero powstaje Szkolne Koło Caritas, więc pierwszy raz bierzemy udział w takiej akcji. Pracuję też w szkole w Raszowej, gdzie jest ona organizowana któryś raz z rzędu. Stąd chciałem przenieść ją do Zdzieszowic i powołać do życia SKC także tam. I się udało. Ucieszyłem się, że akcja cieszy się tam sporym powodzeniem, skompletowaliśmy kilka plecaków. Zaangażowały się całe klasy, przy dużym udziale rodziców, którzy odpowiedzieli z entuzjazmem. To przejaw ich empatii i widać, że przenosi się ona też na dzieci - opowiada ks. Tomasz Łabys, wikariusz parafii św. Antoniego w Zdzieszowicach.
Młodzi wolontariusze ze SKC przywieźli plecaki do centrali Caritas.
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość
Podkreśla, że młodzi, organizując taki plecak mają możliwość poznania, czym jest kryzys bezdomności, widzą, jak w niewielkim plecaku człowiek musi zmieścić cały swój dobytek, a sytuacja, w jakiej się znalazł, to nie jest często jego wybór. To daje do myślenia i uczniom i rodzicom, którzy na co dzień żyją w dostatku.
Dla części uczniów była to pierwsza okazja, by obejrzeć miejsce, jakim jest centrala Caritas i Łaźnia.
- To miejsce zrobiło na nas wrażenie. Myślę, że jest bardzo potrzebne. Dowiedzieliśmy się, że osoby bezdomne mogą tu przyjść, porozmawiać, załatwić jakieś sprawy, napić się ciepłej kawy czy herbaty i przede wszystkim się tu wykąpać i przebrać. My w domu się nawet nie zastanawiamy nad tymi rzeczami. Trudno sobie wyobrazić, jak żyje taka osoba bezdomna, ale cieszymy się, że możemy pomóc. Takie akcje uczą pokory, empatii i tego, żeby być milszym dla tych ludzi, kiedy spotykamy ich gdzieś na mieście. I żeby im pomagać, ale mądrze. To też uczy doceniania tego, co mamy na co dzień, tych podstawowych rzeczy, bo wiele osób tego nie ma - dzielą się wrażeniami.