Ok. dwóch tysięcy osób uczestniczyło w Wielki Piątek w Drodze Krzyżowej na annogórskiej kalwarii.
Kilkugodzinne nabożeństwo Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek 2026 rozpoczęło się jak zwykle przy kalwaryjskiej kaplicy Wieczernika. Dzień na Górze Świętej Anny i w okolicy był piękny, słoneczny, ciepły. W koronach drzew na kalwarii głośno śpiewały ptaki. Sznury samochodów parkujących na poboczu drogi z Leśnicy na Górę Świętej Anny. Rejestracje zaczynające się na „O”, „S”, a nawet „K”. W sumie w wielkopiątkowym nabożeństwie kalwaryjskim uczestniczyło ok. dwóch tysięcy osób - niektórzy przyjechali całymi rodzinami, także z małymi dziećmi.
- Cieszę się, że po dziewięciu latach tutaj wróciłem i mogę brać udział w tej Drodze Krzyżowej. Ale w tym roku ma ona dla nas, franciszkanów, wyjątkowy charakter, bo przeżywamy rok jubileuszu 800. rocznicy śmierci św. Franciszka. Zakon franciszkański zawsze stał blisko krzyża, kultywował nabożeństwa do Męki Pańskiej. A my jesteśmy tutaj kontynuatorami tego ducha franciszkańskiego. Warto też w tej chwili uświadomić sobie, że Ziemia Święta jest bardzo związana z naszym zakonem, a Góra Świętej Anny nazwana jest Nową Jerozolimą. Bo taka była idea wybudowania tutaj stacji drogi krzyżowej. Kapliczki kalwaryjskie zostały wybudowane na wzór kościołów i miejsc świętych w Jerozolimie. Nawet architekt, projektując te kapliczki, odmierzył dokładnie w stopach odległości między nimi. Czyli jak idziemy przez annogórską kalwarię, to tak jakbyśmy szli z miejsca świętego do miejsca świętego w ziemi Pana Jezusa – mówi „Gościowi Opolskiemu” o. Błażej Kurowski, gwardian klasztoru i kustosz sanktuarium św. Anny Samotrzeciej na Górze Świętej Anny.
Nabożeństwo prowadził o. Kamil Tymecki. – Na cześć i chwałę Twojego świętego Imienia i dla zbawienia duszy mojej rozpoczynam rozmyślanie bolesnej męki i gorzkiej śmierci Twojej – rozpoczął tradycyjną kalwaryjską modlitwą. Pierwszym kaznodzieją wielkopiątkowym był ks. Józef Krawiec, kapelan zakładów karnych w Strzelcach Opolskich, twórca domów „Barki”.
– To, co rozgrywało się w Wielki Czwartek i Wielki Piątek w sercu Jezusa i to, co się rozgrywało w sercu świętego Franciszka, to się nazywa opuścić przestrzeń komfortu i bezpieczeństwa. My, kochani, jesteśmy cały czas w nocy, choć słońce świeci - ale jesteśmy u progu pójścia w kierunku dramatycznego cierpienia naszego Zbawiciela. I kiedy pytasz Jezusa: czego się spodziewasz, jak opuszczasz ten wieczernik? To odpowiedzią jest krwawy pot na czole. To jest lęk, to jest ból. W większym, mniejszym stopniu każdy z nas ten lęk i ból nosi. Jak wielka musiała być miłość, żeby to wszystko znieść. Św. Franciszek zmienił myślenie ludzi. To się wiązało ze zgorszeniem, bo on ogołocił się zupełnie, oddał nawet ubranie. Jezus za zmianę myślenia ludzi zapłacił swoim życiem. Czasami trudno jest Boga wprowadzać do naszej codzienności. Za to się płaci cenę. Ale mieć tę świadomość, że patrzy na mnie ktoś, kto mnie kocha, jest największą nagrodą. Mogę być bardzo bogaty, ale jak nie będę się spotykał ze wzrokiem życzliwym i pełnym miłości, to będę potwornie biedny. Więc kochani, na tę drogę życzę wam, żeby ta bliskość bardzo się budowała. Żeby Jezus czuł się kochany i żebyś Ty się czuł kochany przez Niego – mówił ks. J. Krawiec.
Tę bliskość pielgrzymi przeżywali również w fizycznym zmęczeniu wielogodzinnym nabożeństwem. A mimo to niemal wszyscy pokonali na kolanach schody kaplicy „Gradusów” [TUTAJ jej zdjęcia] , wybudowane na wzór tych z Pretorium Piłata, po których prowadzono Chrystusa na sąd.
Droga Krzyżowa w Wielki Piątek 2026 na Kalwarii Góry Świętej Anny