To było spotkanie z Pismem Świętym, myślą Edyty Stein i sobą nawzajem.
Zapowiedź warsztatów rozwojowych pt. „EDYTuj ŻYCIE”, które odbyły się 21 kwietnia w Starej Księgarni przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Opolu brzmiała dość tajemniczo. "Będziemy ćwiczyć uważność na Słowo Boże, siebie i innych, aby nasze życie stawało się bardziej świadomie i pełne. Pomocna nam będzie również dynamika pracy z ciałem" - głosiło zaproszenie. Ci, którzy wzięli w nich udział, nie zawiedli się.
- To formuła, do której poczułam się zainspirowana duchowością Edyty Stein. Włączam tutaj różne metody, które pozwalają w sposób bardziej "doświadczeniowy" przeżywać Pismo Święte i w maleńkim kroku "EDYTOwać" własne życie czyli otwierać się na zmiany, które to Słowo może w nas spowodować. W proponowanej metodzie zastosowany jest element zaskoczenia, otwieranie się, odkrywanie treści krok po kroku, by to odsłanianie się było też z innych przestrzeni a nie tylko z głowy. Jeśli coś zostanie nam podane od razu, wprost, to nasz rozum przetwarza to w inny sposób, niż kiedy coś jest "doświadczeniowe", gdy do tego dochodzimy - objaśnia dr Barbara Kmiecik, prowadząca warsztaty.
Nieprzypadkowo przewodniczką w tej drodze była Edyta Stein (św. Benedykta od Krzyża), a spotkanie odbywało się przy jezuickiej parafii.
- Nasza parafia jest otwarta na różne typy duchowości, a warsztaty "z udziałem Edyty" ściśle łączą się z duchowością ignacjańską, promowaną w tej parafii. Poznając Edytę Stein znajdujemy bardzo ścisłe połączenia. Choćby patrząc na daty: Edyta urodziła się dokładnie 400 lat po św. Ignacym z Loyoli i dokładnie 400 lat po nim się nawróciła - on w roku 1521, a ona w 1921 roku. I wiemy, że ćwiczenia ignacjańskie odegrały w tym pewną rolę. A to, na co Edyta używa określenia "wczucie" można porównać z tym, co Ignacy nazywa "poruszeniem". Prowadząca zna jej duchowość i pisma bardzo dobrze - podkreśla o. Andrzej Duran SJ, proboszcz parafii NSPJ w Opolu.
Rzeczywiście sama Barbara Kmiecik przyznaje, że jest pasjonatką Edyty Stein od przeszło 30 lat. - Zajmowałam się jej myślą, pismami, towarzyszy mojemu życiu. To jest święta dla mnie, na moje życie. Ona powiedziała: "Słowo Boże wyciska na duszy znamię, pozwala się poznać i promieniuje". To mnie zainspirowało i taki też był cel tych warsztatów - tłumaczy. Dodaje, że był to pilotaż, okaże się czy będą kontynuowane w tej formule.
Prowadząca przyniosła na warsztaty wizerunek Edyty Stein wymalowany na kamieniu (der Stein - niem. kamień).
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość
Niewielka grupa, spokojny głos prowadzącej i klimat otwartości pomagały w skupieniu się na sobie, innych uczestnikach i wreszcie nad fragmentami z Biblii. Praca nad Słowem, angażująca ciało, umysł i różne zmysły inspirowały do "EDYTO-wania" tego, co w życiu każdego z nich edytowania potrzebowało, a różne metody zachęcały do spojrzenia zarówno na czytane treści, jak i na siebie z innej perspektywy.
- To moje pierwsze zetknięcie z Edytą Stein. Na tych warsztatach nauczyłam się słuchać innych i patrzeć, korzystając z jej myśli. Również tego, że mogę tak po prostu rozmawiać z Bogiem i dzielić się wiarą z drugą osobą - przyznaje Julia z Opola.
Swoimi wrażeniami dzielą się także inni, a w gronie uczestników były zarówno osoby z jezuickiej parafii, jak i spoza Opola.
- Nie jestem stąd, ale ta parafia stała mi się bliska, staram się chodzić tu do kościoła i też odkrywać różne propozycje dla siebie. Na te warsztaty przyszłam z otwartym umysłem, bez jakichś oczekiwań, a wychodzę mocno poruszona. Obcowanie ze Słowem nie jest dla mnie nowością, ale tu były też elementy przeplatane ruchem, zwracało się uwagę nie tylko na to, co się dzieje we mnie, ale też na wspólnotę, na człowieka obok, byliśmy uważni na siebie. Warto żeby było to kontynuowane - stwierdza Paulina z okolic Mosznej.
- Ja jestem zakochana w Słowie Bożym i otwarta na wszystko, co wiąże się z pogłębianiem tej relacji ze Słowem. Dlatego chciałam wziąć udział w tych warsztatach. Również po to, by spotkać ludzi, którzy myślą podobnie i spróbować w grupie dowiedzieć się, w jaki sposób można jeszcze je "EDYTować", poznawać, inaczej niż ja to robię sama. To zawsze coś wnosi, ubogaca. I zaskoczyła mnie różnorodność oraz to, jak ten sam tekst coś innego w każdym porusza. A w pewnym momencie otrzymaliśmy pocięty cytat z Pisma Świętego i mieliśmy go poukładać - poszło to bardzo szybko, praktycznie od razu, bo niemal każdy znał go na pamięć. To cieszy, że ludzie żyją tym Słowem - podsumowuje Irena z Opola.
Praca ze Słowem była realizowana w różnych formach.
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość