Pod takim tytułem odbyło się w Opolu spotkanie z prof. Lucyną Rotter, historykiem, kostiumologiem i semiologiem kultury.
Rada Kobiet w Opolu organizuje nie tylko wypełnione rozmaitymi atrakcjami Tygodnie Kobiet, które już na stałe wpisały się w plan marcowych wydarzeń w mieście, ale z różnymi propozycjami skierowanymi do mieszkańców wychodzi także w ciągu roku. We wtorek 5 maja zaprosiła mieszkańców do Centrum Dialogu Obywatelskiego na spotkanie z prof. Lucyną Rotter, semiologiem kultury, kostiumologiem i historykiem z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.
- Staramy się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom kobiet. Jakiś czas temu miałyśmy spotkanie dotyczące wystąpień publicznych, a dziś zaprosiłyśmy panią prof. Lucynę Rotter, która w wyjątkowy sposób popularyzuje zagadnienia mody, zmieniającej się na przestrzeni epok - mówi Katarzyna Mazur-Kulesza, wiceprzewodnicząca Rady Kobiet w Opolu.
Ileż ciekawostek modowych kryje się w historii... - Henryk VIII, król Anglii, który był jednym z prekursorów mody, kochał futra i klejnoty. Jego córka, Elżbieta I była w posiadaniu ponad 3 tysięcy sukien, a do każdej z nich miała dobrane rękawiczki w stosownym kolorze. Jako pierwsza zaczęła pudrować twarz i ręce - opowiada K. Mazur-Kulesza. - Myślę, że jest wiele elementów mody, które pojawiły się w dawnych czasach, a do tej pory są wykorzystywane i naprawdę przydatne. Znaczenie mają takie dodatki, jak wachlarze czy kapelusze. Na przestrzeni dziejów zmieniały się ich kształty i style, ale wciąż są wykorzystywane. Znaczenie mają też kolory naszych strojów. Wiadomo, że w czerwieni czujemy się pewniejsze siebie, biel oznacza czystość, a zielony jest kolorem natury. Madame de Pompadour, dama dworu francuskiego, ulubienica króla Francji Ludwika XV słynęła z tego, że wprowadziła na dwór francuski kolory pastelowe, które stały się krzykiem mody w tamtych czasach. Kochała też perfumy. Te nieliczne przykłady są dowodem na to, że moda na historię będzie zawsze żywa - nakreśla.
Uczestniczki spotkania mogły przymierzyć różnych stroje.
Anna Kwaśnicka /Foto Gość
Temat mody przyciągnął na spotkanie nie tylko panie, ale też kilku panów. Barwna i pełna ciekawostek opowieść prof. Lucyny Rotter przeniosła słuchaczy do jednego z dwóch europejskich ośrodków, które na przestrzeni wieków rywalizowały ze sobą o palmę pierwszeństwa. Te ośrodki to oczywiście Londyn i Paryż, a bohaterem spotkania była ta druga stolica i moda francuska.
- Lubimy się ubierać, lubimy się stroić, lubi kombinować, co na siebie włożyć, żeby być atrakcyjnym dla siebie. Z drugiej strony ubiór jest istotnym elementem krajobrazu kulturowego, dziedzictwa kulturowego i kodu kulturowego. Jest komunikatem, którym możemy porozumiewać się. Jest elementem, którym możemy komunikować te treści, które są dla nas istotne - wprowadzała w temat Lucyna Rotter. Przekonywała, że historia, która jest fantastyczną nauczycielką, podpowiada nam modowe rozwiązania, pomaga nam kreować swój wizerunek. - Na przykładzie nowinek modowych, które pojawiały się we Francji, możemy zobaczyć, jak odnajdywać inspiracje modowe w historii - zachęcała.
- Regionalizacja mody zaczęła się pod koniec wieków średnich i w czasach nowożytnych. Wcześniej pewne elementy stroju były powtarzalne w Europie - tłumaczyła profesor. - W czasach nowożytnych propozycje modowe stały się bardziej dopasowane do konkretnego kraju, do konkretnych ziem. Wtedy zaczął się powoli kreować strój polski, strój francuski, strój hiszpański. Jesteśmy w stanie rozpoznać po ubiorze kobiety i po ubiorze mężczyzny, z jakich ziem, z jakiego kraju pochodzi - mówiła.
Co było modne we Francji? Na pewno coś, co w Polsce się nie przyjęło, a mianowicie modne było eksponowanie męskich nóg. Kobiece suknie sięgały ziemi, nie odsłaniały kostki, nie odsłaniały stóp, z kolei mężczyźni nosili nogawice, a później pończochy. - Spodnie zaczęły się pojawiać dopiero w XVIII i XIX wieku - tłumaczyła. Dodając, że nie tylko pończochy najpierw nosili mężczyźni, ale też to mężczyźni pierwsi zakładali buty na obcasach. W tym czasie kobiece suknie najpierw układane były na fortugałach, później zaczęły pojawiać się gorsety, rogówki i wreszcie turniury.
Pod koniec czasów nowożytnych zaczęła pojawiać się coraz większa różnorodność strojów, wobec czego wybierano te ubiory, które pasowały do budowanego wizerunku. Pojawiały się też subkultury młodzieżowe, demonstrujące swoje przekonania za pomocą stroju.
Prof. Lucyna Rotter przywołała też niektórych arbitrów elegancji i kreatorów mody. - Jedną z osób, która nawała tony była Katarzyna Medycejska. Chodziła na koturnach, ponieważ była niska i uważała, że powinna dodawać sobie godności również wyglądem. Preferowała także kryzy. Zaczęła je nosić z tego samego powodu, co koturny, żeby dodawać sobie powagi - opowiadała L. Rotter. Wspomniała też cesarzową Eugenię i krawców, którzy szyli stroje podkreślające jej nieziemską urodę. - Cała Europa patrzyła na dwór francuski. Krawcy, którzy szyli stroje dla cesarzowej, zaczęli zakładać pierwsze domy mody, w których szyto sukienki na zamówienie według wzorów, które nosiła Eugenia - mówiła.
Po domach mody zaczęły powstawać salony mody, w których dostępne były sukienki w różnych rozmiarach. Zatem nie trzeba było czekać na uszycie stroju, a tylko na jego dopasowanie niewielkimi poprawkami. - To przyspieszyło rozbudowywanie się szaf, ku zadowoleniu kobiet i nieszczęściu mężczyzn - spuentowała profesor.
Od pełnej ciekawostek opowieści o modzie można było przejść do praktyki. Na chętnych czekały zarówno wieszak, na którym można było znaleźć płaszcz królewski, futro milionerki, azjatyckie sari czy rozmaite nakrycia głowy, jak i ścianka przygotowana do zrobienia pamiątkowych zdjęć.