Uczestnicy XI Międzynarodowego Festiwalu Młodych Organistów im. Śląskich Muzyków Kościelnych odkrywali twórczość Emanuela Adlera.
Przesłuchania konkursowe odbyły się 29 maja w kościele św. Andrzeja Apostoła w Ujeździe. Już dzień wcześniej uczestnicy wzięli udział w siedzibie DIMK w Opolu w Mistrzowskim Kursie Interpretacji Literatury Organowej, który poprowadził Moisés Santiesteban Pupo - organista tytularny katedry w Hawanie na Kubie i wykładowca Wyższej Szkole Muzyki Kościelnej w Regensburgu (Niemcy).
W konkursie w dwóch kategoriach zaprezentowali się uczestnicy z ośrodków organistowskich z Wrocławia, Opola, Gliwic, Tarnowa, Świdnicy, Lublina i Torunia.
- Ten konkurs był okazją, by odkryć twórczość Emanuela Adlera. Ja osobiście cieszyłem się, że mogłem posłuchać więcej jego utworów i w różnych wykonaniach. Uczniowie mieli do wyboru cztery, więc się one powtarzały, ale ich interpretacje się różniły - nieco inne tempo, rejestracja itp. Dzięki temu my - jurorzy mieliśmy o czym rozmawiać, porównywać szczegóły interpretacyjne, różne "szkoły wykonawcze". Ta różnorodność była cenna, a ci młodzi artyści prezentują naprawdę dojrzałość pomysłów interpretacyjnych i odwagę do zastosowania nietypowych rozwiązań. Bardzo przyjemnie się tego słuchało - podsumowuje Piotr Kunce, organista, jeden z jurorów. Prócz niego wykonania oceniał ks. Korneliusz Matauszek, który od lat 80. ubw. uprawia muzykę elektroniczną i przekazuje nią Ewangelię a przewodniczącym jury był mistrz z Hawany.
- To trwające przez cały dzień spotkanie z muzyką organową, z literaturą muzyczną czy pieśniami definiuje się w tym, co czynimy teraz, w służbie liturgicznej, w służbie Panu Bogu przy ołtarzu. My kapłani z tej strony, muzycy kościelni przeważnie z drugiej, z chóru. Po to jest ten festiwal, byśmy mieli coraz lepszych, coraz bardziej wrażliwych organistów w naszych parafiach w Polsce - tymi słowami ks. Grzegorz Poźniak rozpoczął Mszę św. wieńczącą konkursowe zmagania.
XI Międzynarodowy Festiwal Młodych Organistów im. Śląskich Muzyków Kościelnych - koncertPo Eucharystii i nabożeństwie majowym kubański organista dał krótki koncert, a ks. Grzegorz Poźniak przybliżył postać Emanuela Adlera, wybitnego organisty katedry wrocławskiej, którego setna rocznica śmierci przypada w tym roku, jak i Moisésa Santiestebana Pupo. Opowiedział także słuchaczom o wyjątkowych organach w ujejskim kościele i ich budowniczym. Potem podsumowano wyniki.
- Grać na tych organach, to już jest nagroda, nie tylko ze względu na piękną historię, ale też bo jest instrumentem o pięknym brzmieniu, choć bardzo wymagającym. Dlatego gratuluję wszystkim, którzy zasiedli za jego kontuarem - mówił do młodych organistów kubański wirtuoz.
W kat. A – literatura organowa wyróżnienie za najlepsze wykonanie utworu E. Adlera otrzymali Maciej Ciechelski (DSM Gliwice) oraz Filip Przybyło (DSO Tarnów). Pierwsze miejsce zdobył Filip Przybyło, drugie miejsce zajął Maciej Ciechelski, trzecie Szymon Pawlik (DSO Tarnów) a wyróżnienie otrzymał Andrzej Blacha (ASO Lublin).
Kat. B to akompaniament liturgiczny do pieśni z elementami improwizacji. W tym roku uczestnicy wykonywali z własną przygrywką i harmonizacją wylosowaną pieśń na uwielbienie oraz jedną, tę samą dla wszystkich pieśń – „Św. Andrzeju z ujejskiej świątyni”. Tu pierwszego miejsca jurorzy nie przyznali, na drugie zajął Szymon Pawlik, trzeci był Iwo Niedbalec (DIMK Opole), a wyróżnienie otrzymali Krzysztof Drużyński (SMK Gliwice) oraz Patryk Szmelter (SMK Toruń).
Filip Przybyło startował po raz trzeci. - Instrument wymagający, ale bardzo przyjemny przy graniu. Najpierw było lekkie przerażenie, ale już drugiego dnia przyjemnie się grało. Sam utwór Adlera był dla mnie trudny do interpretacji, ale skoro zostałem wyróżniony, to chyba poszło nieźle. To ciekawe kompozycje warte przypomnienia i na pewno będę je wykorzystywał. Na tym festiwalu mamy takie perełki, które można grać czy to po liturgii czy na koncertach - stwierdza.
Filip Przybyło (DSO Tarnów) odbiera gratulacje i wyróżnienie.
Karina Grytz-Jurkowska / Foto Gość
Także dla Szymona Pawlika to już trzecia edycja. Przyznaje, że co roku jest coraz łatwiej, tym razem udało się uplasować na drugim miejscu. Gdy dzień wcześniej miał okazję poznać ujejskie organy, rzeczywiście wydały się bardzo wymagające.
- Dotyk klawiatury, jego specyfika, wyczucie akustyki w tym kościele - trzeba było się z tym oswoić. Jednak już następnego dnia grało się bardzo przyjemnie. A utwory Emanuela Adlera to dla mnie było coś nowego. Nie są zbyt długie a ich przebiegi są do użycia w różnych sytuacjach - przyznaje.
Potwierdza to również Maciej Ciechelski. - Mam już pewne doświadczenie w konkursach organowych i uważam, że ten instrument ma bardzo ładne, dostojne brzmienie. Mi osobiście nie grało się tak trudno, uważam, że ma bardzo przyjemną trakturę. A utwory Adlera na pewno będę wykorzystywać. Ja grałem akurat utwór w tonacji c-moll, taki majestatyczny, dostojny nadający się np. podczas jakiejś uroczystości - tłumaczy.
Z Torunia po raz pierwszy przyjechał Patryk Szmelter z Torunia. Do udziału zachęcił go nauczyciel, Jarosław Ciechacki.
- Stwierdziliśmy, że warto spróbować. Pan Patryk jest zdolnym uczniem, niedługo kończy nasze studium, więc pomyślałem, że mógłby pokazać swoje możliwości. To też okazja, by porównać, jak rozwijają się różne ośrodki, bo wiemy, że opolska diecezja jest dość mocna w środowisku muzycznym. - Ten instrument jest rzeczywiście wymagający, ale wspaniały. Na pewno było warto tu przyjechać - opowiadają.
Ujejskie zabytkowe, 18-głosowe (2M+P) organy z 1850 roku zbudowane zostały przez Johanna Mathiasa Vincenza Haasa, głubczyckiego organmistrza.
- Zidentyfikowaliśmy ok. 100 jego instrumentów - to ogromna liczba świetnych organów o trakturze mechanicznej, co także jest ewenementem w ówczesnym budownictwie europejskim. Haas pozostał wierny technice jeszcze barokowej, podczas gdy na Zachodzie budowano już instrumenty pneumatyczne. Ta traktura jest wymagająca, może być trudna do realizacji muzyki bardzo precyzyjnej, barokowej, natomiast jej brzmienie rewelacyjnie pasuje do literatury romantycznej, II poł. XIX w. - opisuje ks. Grzegorz Poźniak.
Maciej Ciechelski (DSM Gliwice) odbiera dyplom.
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość
Mariola Brzoska, dyrektor i nauczyciel diecezjalnej szkoły muzycznej i studium muzyki kościelnej w Gliwicach podkreśla, że zawsze proponuje uczniom udział w takim konkursie.
- Decyzja jest wspólna, ale zawsze ostateczna zgoda należy do ucznia. Tu muszę pochwalić, bo w tym roku ma i maturę i kończy technikum i jeszcze miał czas i siły by przygotować się z dobrym skutkiem. Pracowaliśmy nad tym repertuarem ok. 4 miesiące. Ja sama wcześniej nie znałam dzieł E. Adlera, więc jako nauczyciel bardzo się cieszę, że Opole idzie w tym kierunku i pokazuje nam tych mało znanych, śląskich kompozytorów i ich bardzo piękny, wartościowy dorobek. Uważam, że jak najbardziej jest wart poznania. Dla mnie to ogromna satysfakcja, kiedy widzę, że moi uczniowie zdobywają czołowe miejsca, są zauważani - uśmiecha się.
- Cieszy nas, że Festiwal odbił się takim pozytywnym i szerokim odzewem ze strony innych ośrodków. Ich udział sprawia, że dzieła tych mistrzów są później grane w innych regionach, poza Śląskiem i mamy wiele sygnałów, utwory kompozytorów wskazywanych w danej edycji zostają później w repertuarze i się tam podobają. Organiści sięgają też po ich inne utwory. Mamy nadzieję, że taka forma promocji śląskich kompozytorów będzie nadal się dobrze rozwijała - podsumowuje Ewelina Szendzielorz, wicedyrektor Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej w Opolu.
Wspólne zdjęcie to konkursowa tradycja.
Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość