• facebook
  • rss
  • Łączą nas słowo i krzyż

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 03/2014

    dodane 16.01.2014 00:00

    Parafia ta ma 250 km kw., 5 kościołów i 240 wiernych. Na nabożeństwa docierają prawie wszyscy.

    Na tych terenach ewangelików było sporo. Po wojnie wielu wyjechało na Zachód bądź zostało przesiedlonych, czasem były to całe wioski. Dziś są mniejszością. – Ten region był od wieków wielokulturowy, mieszkali tu wspólnie katolicy, ewangelicy, żydzi... Ludzie zawsze się ze sobą poukładają, jak jest wzajemny szacunek, to jest i zgoda. No chyba że ktoś wywoła burzę niefortunną wypowiedzią – mówi ks. Ryszard Pieron, proboszcz ewangelickiej parafii w Lasowicach Wielkich.

    Parafia ta, będąca obecnie częścią diecezji katowickiej, erygowana była pierwotnie na przełomie XVI i XVII w. Rozciąga się na trzy powiaty: kluczborski, oleski i strzelecki. W jej skład wchodzą Fosowskie, Lasowice Małe, Lasowice Wielkie, Olesno i Zawadzkie.

    Ekumenizm w praktyce

    – Jeszcze niedawno było nie do pomyślenia, że ewangelicki pastor wchodzi do świątyni katolickiej czy odwrotnie, że podają sobie ręce i wspólnie się modlą. Dziś trzeba współdziałać, nie obrzucając się epitetami, warto też nauczyć się mówić spokojnie o historii, bez pretensji, ale oddając prawdę historyczną – podkreśla ks. Pieron. Jak ten ekumenizm wygląda w praktyce? W piątek 31 stycznia w kościele ewangelickim w Lasowicach Wielkich odbędzie się koncert, z którego dochód przeznaczony będzie na rzecz dyrektora pobliskiego zespołu szkół, który przed świętami uległ wypadkowi. Wystąpią dzieci, zaśpiewa prawosławny zespół Oktoich z Wrocławia. – Z inicjatywą wyszli nauczyciele, w większości katolicy, którzy przyszli do mnie, ewangelickiego kapłana, z prośbą o zaproszenie jakiegoś zespołu. Zadzwoniłem więc do znajomego prawosławnego księdza, udostępniłem świątynię i tak wyszło ekumenicznie – uśmiecha się ksiądz.

    Katecheza w drodze

    Na terenie parafii w szkołach różnych typów, w klasach są pojedynczy ewangelicy. Z ich powodu „nie opłaca się” uruchamiać świetlicy, a trudno, żeby w czasie, gdy ich rówieśnicy mają religię, siedzieli bez opieki na korytarzu. Proponuje się więc, by uczestniczyli w tej lekcji jako bierni słuchacze. Jednak wtedy docierają do nich treści nieco inne od tego, co słyszą w kościele i domu. – W ten sposób dzieciom wprowadza się zamęt – przyznaje ewangelicki proboszcz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół