Nowy numer 44/2020 Archiwum

Czas szybciej leci

Ręcznie zrobione sweterki, czapeczki, maleńkie pantofelki, a nawet różańce. To wszystko więźniarki przekazują Diecezjalnej Fundacji Ochrony Życia.

Mam długi wyrok. Gdy trzy lata temu trafiłam do aresztu w Opolu, obserwowałam, jak inne panie robią na drutach. Zaciekawiło mnie to. Pokazały mi, co i jak, i też zaczęłam. Dzięki temu czas zaczął mi szybciej lecieć – opowiada pani Alicja. Przyznaje wprost, że robiąc na drutach, mniej myśli o innych problemach. – Ważne jest i to, że robię coś dobrego dla kogoś innego – mówi. Pani Alicja jest obecnie jedną z dwóch kobiet, które za murami więzienia wykonują maleńkie buciki z pomponikami, które stały się w diecezji opolskiej symbolem ochrony życia.

Wykonywanie tych pantofelków jest dość żmudne, zwłaszcza pomponików, dlatego większość pań woli robić ubranka albo różańce. To, co stworzą, czyli kolorowe, wełniane sweterki z dziecięcymi obrazkami, kamizelki, czapeczki przekazują podopiecznym Domu Matki i Dziecka w Opolu, a także Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. – Wcześniej nie robiłyśmy na drutach. Nauczyłyśmy się tego dopiero tutaj – przyznaje pani Grażyna. – Wzory wymyślamy same, nie mamy wglądu w internet – opowiada pani Marzena. Spod ich zręcznych palców wychodzą też piękne kartki okolicznościowe, a kolejnym krokiem będą maskotki z różnych materiałów. Zresztą pierwsze Kubusie Puchatki już trafiły do rąk maluszków w Domu Matki i Dziecka w Opolu-Grudzicach. Upominki więźniarki mogły wręczyć same podczas spotkania w domowej bawialni.

12 metrów sznurka

Sześć pań, które z dwiema wy- chowawczyniami odwiedziły Dom Matki i Dziecka, do godziny 15 pracuje w opolskim oddziale Przedsiębiorstwa Przemysłu Obuwniczego w Strzelcach Opolskich działającego wewnątrz aresztu. Natomiast po pracy sięgają po włóczkę i druty albo po satynowe sznurki, z których plotą różańcowe dziesiątki. Różańce zaczęły wykonywać kilka miesięcy temu. Nauczyła je tego s. Francesca, która wtedy pracowała w Domu Matki i Dziecka. Dotychczas panie zrobiły blisko 4 tysiące sztuk, ale wciąż powstają kolejne. – Kto tylko zaczyna u nas robić te różańce, to robi, robi i nie przestaje – mówi pani Agata. Wyjaśnia, że dziesiątka jest upleciona z dwumetrowego sznurka, a na cały różaniec potrzeba aż 12 metrów. – Robienie tych różańców to dla wielu z nas forma terapii, zajęcie, które pozwala się wyciszyć. Doszłyśmy do takiej wprawy, że różyczki różańcowe powstają jedna za drugą w palcach, gdy oglądamy kolejny odcinek serialu – opowiadają panie.

Ksiądz, co włóczkę zbiera

– Te różańce wiążemy z modlitwą w intencji ochrony życia, chociaż jeszcze nie zdecydowaliśmy, komu będziemy je wręczać – przyznaje ks. Jerzy Dzierżanowski, dyrektor Diecezjalnej Fundacji Ochrony Życia. Wyjaśnia, że współpraca z Aresztem Śledczym w Opolu rozpoczęła się już w połowie lat 90. – Na prośbę ks. Tadeusza Słockiego, kapelana więziennego, odprawiałem w kaplicy Mszę św. Opowiadałem też o Domu Matki i Dziecka. Wtedy panie same wyszły z inicjatywą i zaproponowały, że chciałyby w jakiś sposób pomóc kobietom i dzieciom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji życiowej – wspomina ks. Dzierżanowski. Wówczas w rozmowie zrodził się pomysł robienia na drutach różnych rzeczy i przekazywania ich osobom potrzebującym. – Od tamtego momentu stale jest kilka pań, które w więzieniu zajmują się robótkami, a ja jestem odpowiedzialny za dostarczanie wełny – wyjaśnia duszpasterz. Wie, że w domach ludzie mają bardzo dużo dobrej, niewykorzystanej włóczki, dlatego tam, gdzie głosi rekolekcje, prosi parafian, aby mu ją przynosili. Zapasów uzbierała się blisko tona.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama