GN 2/2021 Archiwum

Zawalone dachy i wieże

– Przypadło mi w udziale zadanie ratowania z ruin naszych kościołów i klasztorów – mówi o. Symeon Stachera, franciszkanin pracujący w Maroku.

Maroko jest najstarszą misją franciszkańską. Pierwsi bracia św. Franciszka dotarli tu w 1219 r., jeszcze za czasów świętego. W Maroku, kraju muzułmańskim, od 15 lat pracuje o. Symeon Stachera, franciszkanin prowincji św. Jadwigi Śląskiej. Od 4 lat jest wikariuszem generalnym archidiecezji Tanger, wcześniej został proboszczem tamtejszej katedry. Służy także więźniom chrześcijańskim w Maroku, pomaga migrantom i uchodźcom napływającym głównie z Afryki subsaharyjskiej. I remontuje, a ściślej – ratuje przed ruiną kościoły franciszkanów w Maroku.

– W ciągu ostatnich 8 lat podniesiono z ruin 7 kościołów – relacjonuje o. Symeon. Kiedy w 2010 r. biskup Tangeru poprosił go o remont katedry, jej dach przeciekał tak mocno, że kiedy w czasie Mszy św. padał ulewny deszcz, ludzie otwierali parasolki. Przez rozbite okna wlatywały gołębie i nie mogły się wydostać na zewnątrz. To tylko przykłady, które obrazują, jak mocno zniszczone są tamtejsze kościoły, stare budowle z czasów kiedy Maroko było kolonią hiszpańską. Wszystkie kościoły ogromnym nakładem sił i środków zostały odremontowane, a ich wnętrza wypełniły się nowymi wiernymi. Na przykład żeby remontować kościół w Alhoceima, w którym zawaliła się kopuła, a Msza św. odprawiana była dla 10 osób, trzeba było dojeżdżać 300 km górską trasą. – Nagle przybyli tam studenci z Wybrzeża Kości Słoniowej i kościół się wypełnił. Z kolei w odnowionym kościele Wniebowzięcia NMP w Tangerze teraz co niedzielę jest 300 osób. Większość to migranci z całej Afryki, ale ponieważ kościół wygląda dziś jak cacko, na nabożeństwa zaczęli przychodzić nawet muzułmańscy włodarze miasta – opisuje franciszkanin. 
– Ostatni kościół jednak położył mnie na łopatki: zawaliły się dwie wieże i dwa pokaźne dachy kościoła Matki Bożej Zwycięskiej w Tétouanie. Korniki zjadły wszystkie krokwie i drewniane elementy budowli, dachówki runęły na wewnętrzny dach. Koszty remontu są miażdżące – relacjonuje o. Stachera. 
Naprawa dachów i wież będzie kosztować ok. 100 tysięcy euro. 
– Musimy szukać pomocy po całym świecie. W parafii mamy stu migrantów z Afryki i dziesięciu staruszków hiszpańskich – mówi franciszkanin i przyznaje, że najtrudniejsze jest szukanie zewnętrznych środków na remonty, zwłaszcza dla kościoła w kraju muzułmańskim. 
Ojciec Stachera liczy na pomoc Papieskich Dzieł Misyjnych, które już obiecały wsparcie. Franciszkanin zwrócił się także do organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, hiszpańskiej fundacji „Nueva Evanglizacion”, Episkopatu Polski, hiszpańskiej oraz niemieckiej-centralnej prowincji franciszkanów i liczy na pozytywną odpowiedź. 
– Na razie czyszczę z pieniędzy kasę biskupa na ten rok i ufam, ze później się to wyrówna z pomocą różnych instytucji. Mam nadzieję, że przed deszczami załatamy dziury – mówi o. Symeon.
Te kościoły służą tak niewielkiej – z naszego punktu widzenia – liczbie wiernych, w kraju muzułmańskim… Może właśnie dlatego warto im pomóc? – Przyszłością Kościoła w tym kraju są chyba migranci i chrześcijanie, którzy uciekają przed prześladowaniami. Może oni właśnie odnowią chrześcijaństwo w Maroku? – zastanawia się o. Symeon Stachera.


Osoby, które chciałyby wesprzeć odbudowę kościoła w Tetuanie mogą się kontaktować 
z o. Symeonem przez e-mail: simeonstachera@yahoo.com

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama