Nowy numer 47/2020 Archiwum

Plecak pełen prezentów

Radzimir Burzyński wrócił z Nepalu zauroczony ludźmi.

Podróżnik opowiada o znajomościach zawartych w Katmandu i osobach spotkanych na szlaku. Wspomina zwłaszcza podopiecznych ośrodka Orchid Garden – m.in. dziecko, które podeszło do niego z prośbą: „Pouczysz się ze mną?”. Tak! Nie poprosiło o wspólną zabawę, ale o naukę. Wspomina również utalentowaną nastolatkę, która świetnie śpiewa, tańczy i gra w koszykówkę. – Gdyby urodziła się w Europie albo USA, miałaby znacznie większe szanse, że jej zdolności zostaną zauważone, ale mieszka w biednym Nepalu… – zauważa.

U stóp Everestu

Jednym z podróżniczych marzeń Radzimira Burzyńskiego ze Zdzieszowic był trekking u podnóża najwyższej góry świata. Ruszając do Nepalu, połączył dwie pasje: odkrywanie odległych miejsc i pomaganie innym. – Już kilka lat temu przed wyprawą do Indii zastanawiałem się nad powiązaniem turystyki i pomocy charytatywnej, ale wtedy wygrał mój egoizm. Pomyślałem, że przez to mniej bym zwiedził – mówi szczerze.

Tym razem w podróż zabrał 40 kilogramów sprzętu sportowego ufundowanego przez Decathlon, m.in. plecaczki, piłki do koszykówki i siatkówki, koszulki, spodenki, getry, a także akcesoria treningowe – pachołki czy znaczniki. – Od niedawna pracuję w Decathlonie, a mimo to dyrekcja zgodziła się, bym sprzętem obdarował dzieci w Nepalu. Wybrałem ośrodek Orchid Garden w Katmandu – opowiada.

Ośrodek ten 16 lat temu założyła Bina. Jest Nepalką, żoną i mamą. Wyciąga dzieci z ulicy i daje im szansę na lepsze życie. Odciąża też rodziców, którzy mogą zająć się pracą, gdy ich pociechy od rana do wieczora mają zapewnioną opiekę. Dziś pod skrzydłami ośrodka jest 300 dzieci – od kilkumiesięcznych niemowlaków po nastolatków. 200 dzieci jest na miejscu, uczą się w grupach wiekowych, a 100 znajduje się w szkołach z internatem, które opłaca organizacja. – Bina wyjaśniła mi, że edukację stawiają na pierwszym miejscu, dlatego otrzymywane darowizny w większości przeznaczają na opłacenie szkół. Wyłapują też rozmaite talenty dzieci i starają się je rozwijać – opowiada Radzimir. Był pozytywnie zaskoczony, że wszystkie dzieci powyżej czwartego roku życia rozmawiały z nim po angielsku.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama