Nowy numer 2/2021 Archiwum

No jak nie dać jedzenia?

Bezdomni ze Strzelec Opolskich nie zostają bez pomocy.

Przyjeżdżam do Przytuliska na popołudniową zmianę. Jest już ciemno. W niskoparterowej przybudówce do bloku przy ul. Marka Prawego przez niewielkie okna widać światło. W kolejce do drzwi Przytuliska kilka osób z plecaczkami, torbami, w odstępach.

Przez zakratowane okno widzę pana Leona, którego poznałem dwa lata temu w pierwszym domu Barki w Doryszewie. Siedzi za stołem, obok niego miska. Nad nim obraz św. brata Alberta, bez aureoli. „Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny” – to zdanie brata Alberta Chmielowskiego stało się jak logo, prawie wszyscy je znają, nawet jeśli nie kojarzą ze świętym. Brat Albert na obrazie stoi w brązowej pelerynie-płaszczu. Pan Leon siedzi w szarym swetrze.

Wiem, jak to jest

Kiedy nadchodzi moja kolej na wejście – w pomieszczeniu nie może być zbyt wiele osób, bo reżim sanitarny jest przestrzegany – pan Leon od razu sięga do miski i wyciąga zawiniątko w moją stronę. Dwie podwójne kromki chleba przełożone szynką i żółtym serem. Dziękuję, właśnie jadłem, odpowiadam. Ale ten odruch pana Leona mi się podoba. Dwa i pół roku temu zmarł Antoni Tercha, społecznik, przyjaciel Barki, jeden z inicjatorów Przytuliska, i wtedy na jego miejsce wybrano pana Leona. – Zaproponowali, żebym to robił, bo trochę wiem, jak wygląda życie bezdomnego. Poznałem je w Holandii: jak mnie okradli, nawet paszporty straciłem, bo miałem dwa. W Holandii pracowałem, a w 2012 roku zjechałem tu, do Barki – mówi. Teraz przez siedem dni w tygodniu po południu przyjeżdża do Przytuliska i robi kanapki dla bezdomnych ze Strzelec Opolskich, a czasami dla przyjezdnych. A także dla biednych, którzy zwrócą się o pomoc. – Nikomu nie odmawiam jedzenia. Przychodzi tu taka pani, o makaron prosi. To jak jej mam nie dać, jak przyszła prosić o makaron. Kto wie, jak ciężką ma sytuację rodzinną? – mówi pan Leon. Zwykle jest 18 paczuszek z kanapkami, czasami 22. – W piątek z jajkiem i konserwą rybną. Bo w piątek pościmy według wiary naszego księdza, wiary naszej, katolików – mówi wolontariusz Barki. Chodzi o księdza Józefa Krawca, założyciela i mieszkańca Barki w folwarku Kaczorownia k. Strzelec Opolskich.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama