Nowy numer 29/2019 Archiwum

Zawierzyłam Matce Bożej

- Na pielgrzymce zrzucam z siebie troski i kłopoty - mówi siostra Halina z 2 fioletowej.

Halina Cembrzyńska na Jasną Górę pielgrzymuje nieprzerwanie od 1986 roku. Jest nie tylko skarbnicą pielgrzymkowych opowieści, ale przede wszystkim żywym dowodem, że Matka Boża nie opuszcza tych, którzy proszą ją o opiekę.

Sierpień to zawsze pielgrzymka

– Miałam wielkie kłopoty, życie mi się zawaliło. Nie wiedziałam, co będzie dalej – zaczyna swoją opowieść siostra Halina. – Moją największą troską było wychowanie 8-letniej córeczki Izy na dobrego człowieka. Gdy zbliżał się sierpień, coś mnie tknęło, żeby iść na pielgrzymkę. Poszłam z córeczką – wspomina. W czasie tych pierwszych rekolekcji w drodze nie szło jej się dobrze. Niewiele uczestniczyła w modlitwach, bo w jej głowie kłębiły się przede wszystkim czarne myśli. Tak bardzo była zatroskana o przyszłość. Ale pielgrzymka ją odmieniła. – Przyznaję, że początkowo Izunia dodawała mi sił. Ale po noclegu na sianie, w czasie burzy, wiedziałam, że pójdziemy do końca. Zniechęcenie minęło, a gdy stanęłyśmy na Jasnej Górze czułam ścisk w sercu. Popłynęły łzy radości. Wtedy zawierzyłam Matce Bożej swoją córkę i poczułam ogromną ulgę. Z Częstochowy wróciłam szczęśliwa – opowiada. Od tego czasu pielgrzymuje co roku, bo jak mówi – ma za co dziękować i o co prosić. W plecaku niesie kilkanaście stron zapisanych intencjami. Modli się za rodzinę, przyjaciół, za zmarłych, za chorujących. – Modlitwa różańcowa jest moją siłą – poskreśla.

– Plany tak układam, by zawsze iść. Jednego roku, kiedy starałam się otrzymać w Niemczech pracę opiekunki osób starszych, miałam duże rozterki. Na początku sierpnia dostałam informację, że jak chcę pracę, to mam już jechać. A przecież pielgrzymka wkrótce się rozpoczynała. Dwa dni biłam się z myślami. W końcu wybrałam pielgrzymkę. A po powrocie z Jasnej Góry miałam telefon od tej samem osoby. Usłyszałam, że we wrześniu mogę jechać do pracy – opowiada.

Ludzie z sercem na dłoni

Zawierzyłam Matce Bożej   Siostra Halina od 1986 roku pielgrzymuje z 2 fioletową Anna Kwaśnicka /GN – Na pielgrzymce spotkałam bardzo wiele życzliwych osób, które podały mi rękę w kłopotach – podkreśla siostra Halina. – Przez lata wraz z innymi pielgrzymami bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Pomagamy sobie, modlimy się za siebie – opowiada. Szczególnie wspomina Marysię. – To moja siostra pielgrzymkowa. Razem pracowałyśmy i to ja ją zachęciłam do pójścia na Jasną Górę. 14 razy szłyśmy razem z 2 fioletową, potem zachorowała na raka. Modliliśmy się za nią wszyscy. Gdy było już bardzo źle, mąż przywiózł ją do nas na Górę św. Anny. Do dziś pamiętam, jak szła w naszą stronę z kawą i ciastem. Wiem, że teraz Marysia z góry będzie nas wspomagała na pielgrzymim szlaku – mówi. A osób, o których opowiada jest znacznie więcej. Wśród nich Halina Pelc, która na Jasną Górę szła blisko 30 razy czy Lidia Stych.

Mnóstwo ciepłych słów płynie również pod adresem gospodarzy. – To, jak przyjmują nas mieszkańcy, to piękny dowód tego, że ludzie są dobrzy. Wiele słyszymy o tym, że w Polsce jest kryzys, nie przeczę, ale widzę, że im gorzej się ludziom żyje, tym bardziej chcą się dzielić tym, co mają. Gdy wchodzimy na postój, bardzo często czekają na nas koce, krzesła, zastawione stoły. Są świeżo upieczone ciasta, drożdżówki, owoce, ogórki, pomidory, kanapki, kawa, kompoty. Można tak wyliczać i wyliczać. To wszystko dla nas, byśmy mieli siłę pójść dalej – pełna wzruszenia mówi siostra Halina. – Często jesteśmy zakurzeni albo przemoczeni, a ludzie otwierają dla nas swoje domy, wpuszczają do łazienek. Oddają nam swoje pokoje, gotują pożywną zupę, a rano szykują kanapki na śniadanie. To naprawdę się dzieje – podkreśla.

Kiedyś to były noclegi!

– W grupie pielgrzymkowej ważny jest uśmiech i ciepłe słowo. Te małe gesty wiele znaczą. Wtedy naprawdę nie ma znaczenia, gdzie się śpi, co się je. Przed laty, gdy pielgrzymów było znacznie więcej, bardzo trudno było o noclegi. Dlatego spało się, gdzie tylko można. Czasem w stodole, czasem w garażu na betonie, w komórce a czasem nad świnkami. Rano myliśmy się w deszczówce albo miednicy zimnej wody. Nikt nie narzekał. Teraz już mam zaprzyjaźnione rodziny, które mnie przyjmują. Już przed pielgrzymką do nich dzwonię i pytam, czy może znów przyjść. Jeszcze nigdy nie odmówili. Daję znać, jak dużą grupą przyjdziemy, bo co roku zabieramy ze sobą również kogoś, kto idzie pierwszy raz – mówi.

– Pielgrzymka mnie umacnia. Idę pomimo obolałych nóg, pomimo deszczu, kurzu, gorąca. Z Jasnej Góry wracam taka lekka, jakby mi ktoś przypiął skrzydła. Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba przeżyć – zapewnia Halina Cembrzyńska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Pobieranie... Pobieranie...