• facebook
  • rss
  • Dlaczego pielgrzymują?

    ana

    dodane 17.08.2014 11:05

    Idą z bagażem intencji. Jedni pierwszy raz, inni piąty czy dziesiąty.

    Po 7 rano na Rynek Solny w Nysie docierały kolejne osoby. To pielgrzymi i ich rodziny.

    Na pakach dwóch samochodów ciężarowych trwało układanie bagaży. Są śpiwory, są namioty, są ubrania na każdą pogodę, ale są i kosmetyki, jak zdradza mi Justyna, uczennica I klasy gimnazjum.

    Justyna na pielgrzymkę idzie po raz pierwszy. – Zachęciły mnie opowieści mojej mamy, która pielgrzymowała jeszcze, nim ja przyszłam na świat. Dużo opowiadała mi, jak wygląda pielgrzymka. Też chcę spróbować – opowiada Justyna z 6 żółtej. Na Jasną Górę idzie w towarzystwie mamy, cioci i siostry. – Na nogach mam wygodne, rozchodzone buty, dużo ćwiczę, więc nie boję się, że będzie ciężko – mówi. A czego się spodziewa? – Przede wszystkim modlitwy i dobrego towarzystwa w drodze – szybko odpowiada.

    W tej samej grupie pielgrzymują też panie Joanna i Sylwia – mama z córką. Dla córki to piąty raz, dla mamy – szósty. – Pierwszy raz jest najtrudniejszy. Towarzyszy mu sporo strachu, ale uczucia, których doświadcza się, dochodząc na Jasną Górę, są wprost nie do opisania – opowiadają. – Cały rok chce się iść. Cały rok czeka się na pielgrzymkę – mówi Sylwia. Panie doceniają życzliwość osób, które w drodze służą im noclegiem. – Najtrudniej jest w ostatnią noc we Wręczycy. Ostatnio udało nam się, że pan wpuścił nas do ogrodu na tyle budowanego domu. Rozbiłyśmy tam namiot, a sąsiedzi pozwolili nam skorzystać z łazienki – wspominają.

    W 6 czerwonej po raz szósty pielgrzymuje pani Jadzia. – Przygotowania rozpoczęłam w lipcu – podkreśla, dopowiadając, że już wtedy towarzyszyła jej adrenalina, już wtedy odczuwała, że jej rekolekcje w drodze są coraz bliżej. – Przygotowywałam się zarówno fizycznie, jak i duchowo. Chodziłam z kijkami, wyciszałam się, skorzystam z sakramentu pokuty – opowiada. Na pielgrzymi szlak idzie z córką, a także ze swoimi siostrami i ich córkami. Łącznie 10 osób.

    – Zawsze uważałam, że nie dojdę. A kilka lat temu, kiedy odprowadzałam syna na pielgrzymkę, popłynęły mi łzy. Wiedziałam, że za rok muszę też iść – wspomina pani Jadzia. Postanowienie zrealizowała. Pielgrzymowanie skradło jej serce. – To tydzień, kiedy się wyciszam, nabieram sił na cały rok. Wiara pomaga mi przetrwać wiele codziennych zawirowań – przyznaje i rozgląda się po Rynku Solnym. – Wiele znajomych twarzy – mówi.

    Szósty raz idzie też pani Jola z 6 fioletowej. Jak sama mówi, dopiero szósty raz, bo przecież już ma swoje lata. Ale rozmawiając z nią, zupełnie nie da się tego odczuć. To pełna energii i uśmiechnięta pątniczka, która przyznaje, że do pielgrzymki skusiła ją ciekawość, czy da radę dojść na Jasną Górę. – Poniosły mnie moje intencje. Tym razem również mam o co prosić, za co dziękować i za co przepraszać. To prawda, że plecy bolą, że czasem jest ciężko, ale chcę iść – mówi pani Jola i cytuje słowa: „Uwierz w Jezusa Chrystusa, a ty i twój dom będziecie zbawieni”. – Modlę się za swoje dzieci, które odeszły od Kościoła. Wiem, że Pan Bóg ma swoje drogi. Działa inaczej, niż my byśmy tego chcieli – podkreśla, dopowiadając, że ma nadzieję, że ten pielgrzymkowy czas umocni ją.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    Pobieranie...
    przewiń w dół